Viktoria - Ruch 5-0. Mogą grać co najwyżej z Macedończykami...
09.08.2012
Wydarzenie
72 sekundy potrzebowali Czesi, aby zacząć dołowanie Ruchu dzisiejszego wieczora. Po strzale Michala Durisa piłka odbiła się od nogi jednego z obrońców i rykoszet ten zupełnie zaskoczył Michala Peskovicia. Viktoria z zabójczą skutecznością karała chorzowian za kolejne błędy w defensywie. Zawodnicy Ruchu kompletnie się gubili, kryli w kilku jednego zawodnika, lecz o kimś musieli zapomnieć. Dziś spod ich opieki uciekał przede wszystkim Duris.
Bohater
Michal Duris. - Kiedyś postawiłem na niego w Dukli Bańska Bystrzyca. Dobry zawodnik! - opowiadał przed pierwszym gwizdkiem dzisiejszego spotkania Duszan Radolsky. Słowa byłego trenera Ruchu szybko znalazły odzwierciedlenie na boisku. Niemal każde zetknięcie nogi Durisa z piłką pachniało bramką.
Rozczarowanie
Środek pola. Był to największy problem Ruchu w dwumeczu z Viktorią. Pomocnicy z Chorzowa ani nie potrafili dobrze ustawiać się w defensywie, ani groźnie atakować. Jeśli "Niebiescy" chcieli zaatakować, prawie zawsze po piłkę musieli schodzić Maciej Jankowski i Arkadiusz Piech. Źle, wolno i bez pomysłu rozgrywki piłkę Migdaugas Panka i Marcin Malinowski. Mało dokładny był Marek Zieńczuk. A prawego skrzydła w ogóle nie było, bo taką decyzję podjął trener Tomasz Fornalik...
Co ciekawego
- Dwie zmiany w porównaniu z pierwszym spotkaniem z Viktorią zrobił w podstawowym składzie Tomasz Fornalik. Szkoleniowiec Ruchu nie mógł skorzystać z Gabora Straki. Natomiast Łukasza Janoszkę posadził na ławce rezerwowych. Szansę dostali Migdaugas Panka i Paweł Lisowski.
- "Lisek" został ustawiony na bardzo nietypowej dla siebie pozycji. Nominalny defensywny pomocnik wystąpił bowiem na prawym skrzydle. W ataku niewiele było z niego pożytku.
- Panka z kolei próbował szczęścia strzelając z dystansu. Szkoda tylko, że po tych uderzeniach bramkarz Viktorii na ogół odprowadzał wzrokiem piłkę, która szybowała gdzieś nad poprzeczką...
- Nie wszyscy kibice zdołali kupić bilety na sektor gości, bo cała pula została wyprzedana. Niektórzy z nich nabyli więc wejściówki na inne sektory, a następnie... wspięli się na ogrodzenie i przeszli do sektora ze swoimi znajomymi.
- Czescy kibice Viktorii zaczęli głośno gwizdać, gdy kibice Ruchu zaczęli używać hukowej pirotechniki. Klub z Chorzowa zostanie za to zachowanie ukarany przez UEFA.
- Sympatyków Ruchu należy za to bardzo pochwalić, że niezrażeni kolejnymi traconymi bramkami zdzierali gardła i głośno dopingowali. I to oni wypuścili "meksykańską falę", co spotkało się z aplauzem czeskich kibiców.
- Spektakularnie spudłował Arkadiusz Piech. Krótko po stracie trzeciej bramki, Ruch miał znakomitą szansę do zdobycia gola. Maciej Jankowski wyłuskał piłkę obrońcy, wyprowadził w pole bramkarza i wyłożył ją jak na tacy koledze z ataku. Piech nie zdołał jej skierować między słupki pustej bramki.
- Maciej Jankowski i Arkadiusz Piech byli dziś najlepszymi zawodnikami Ruchu. Nie było o to trudno. Oni po prostu chcieli, biegali i szukali gry. Ich koledzy zazwyczaj stali, ewentualnie truchtali...
- Michal Pesković tym razem ustrzegł się poważnych błędów. Trudno Słowaka winić za utratę któregoś gola. Gdyby nie Słowak, wynik byłby wyższy...
72 sekundy potrzebowali Czesi, aby zacząć dołowanie Ruchu dzisiejszego wieczora. Po strzale Michala Durisa piłka odbiła się od nogi jednego z obrońców i rykoszet ten zupełnie zaskoczył Michala Peskovicia. Viktoria z zabójczą skutecznością karała chorzowian za kolejne błędy w defensywie. Zawodnicy Ruchu kompletnie się gubili, kryli w kilku jednego zawodnika, lecz o kimś musieli zapomnieć. Dziś spod ich opieki uciekał przede wszystkim Duris.
Bohater
Michal Duris. - Kiedyś postawiłem na niego w Dukli Bańska Bystrzyca. Dobry zawodnik! - opowiadał przed pierwszym gwizdkiem dzisiejszego spotkania Duszan Radolsky. Słowa byłego trenera Ruchu szybko znalazły odzwierciedlenie na boisku. Niemal każde zetknięcie nogi Durisa z piłką pachniało bramką.
Rozczarowanie
Środek pola. Był to największy problem Ruchu w dwumeczu z Viktorią. Pomocnicy z Chorzowa ani nie potrafili dobrze ustawiać się w defensywie, ani groźnie atakować. Jeśli "Niebiescy" chcieli zaatakować, prawie zawsze po piłkę musieli schodzić Maciej Jankowski i Arkadiusz Piech. Źle, wolno i bez pomysłu rozgrywki piłkę Migdaugas Panka i Marcin Malinowski. Mało dokładny był Marek Zieńczuk. A prawego skrzydła w ogóle nie było, bo taką decyzję podjął trener Tomasz Fornalik...
Co ciekawego
- Dwie zmiany w porównaniu z pierwszym spotkaniem z Viktorią zrobił w podstawowym składzie Tomasz Fornalik. Szkoleniowiec Ruchu nie mógł skorzystać z Gabora Straki. Natomiast Łukasza Janoszkę posadził na ławce rezerwowych. Szansę dostali Migdaugas Panka i Paweł Lisowski.
- "Lisek" został ustawiony na bardzo nietypowej dla siebie pozycji. Nominalny defensywny pomocnik wystąpił bowiem na prawym skrzydle. W ataku niewiele było z niego pożytku.
- Panka z kolei próbował szczęścia strzelając z dystansu. Szkoda tylko, że po tych uderzeniach bramkarz Viktorii na ogół odprowadzał wzrokiem piłkę, która szybowała gdzieś nad poprzeczką...
- Nie wszyscy kibice zdołali kupić bilety na sektor gości, bo cała pula została wyprzedana. Niektórzy z nich nabyli więc wejściówki na inne sektory, a następnie... wspięli się na ogrodzenie i przeszli do sektora ze swoimi znajomymi.
- Czescy kibice Viktorii zaczęli głośno gwizdać, gdy kibice Ruchu zaczęli używać hukowej pirotechniki. Klub z Chorzowa zostanie za to zachowanie ukarany przez UEFA.
- Sympatyków Ruchu należy za to bardzo pochwalić, że niezrażeni kolejnymi traconymi bramkami zdzierali gardła i głośno dopingowali. I to oni wypuścili "meksykańską falę", co spotkało się z aplauzem czeskich kibiców.
- Spektakularnie spudłował Arkadiusz Piech. Krótko po stracie trzeciej bramki, Ruch miał znakomitą szansę do zdobycia gola. Maciej Jankowski wyłuskał piłkę obrońcy, wyprowadził w pole bramkarza i wyłożył ją jak na tacy koledze z ataku. Piech nie zdołał jej skierować między słupki pustej bramki.
- Maciej Jankowski i Arkadiusz Piech byli dziś najlepszymi zawodnikami Ruchu. Nie było o to trudno. Oni po prostu chcieli, biegali i szukali gry. Ich koledzy zazwyczaj stali, ewentualnie truchtali...
- Michal Pesković tym razem ustrzegł się poważnych błędów. Trudno Słowaka winić za utratę któregoś gola. Gdyby nie Słowak, wynik byłby wyższy...
Polecane