Tyski hokeista jak... Karwan

11.01.2009
Zapomniał koszulki na mecz, dlatego wyjechał na lód z poślizgiem. Mowa o Łukaszu Mejce z GKS-u Tychy. Z kolei nasi inni hokeiści czasami odpoczywają, ponieważ... nie mają łyżew.
Niecodzienna sytuacja przytrafiła się w piątek zawodnikowi tyszan. Mejka trykot meczowy zostawił w... domu. - Kiedy się dowiedzieliśmy, dyrektor Karol Pawlik wsiadł w samochód. Dobrze, że nie graliśmy w Gdańsku, tylko w Katowicach - śmiał się trener GKS-u, Miroslav Ihnaczak, który spojrzał na całą sytuację z przymrużeniem oka, choć groziło mu, że nie będzie miał do dyspozycji podstawowego obrońcy. Przypomnijmy, że polski piłkarz Bartosz Karwan podpadł kiedyś w niemieckiej Herthcie Berlin, po tym jak zostawił koszulkę w szatni i zorientował się dopiero w momencie, kiedy miał wejść na boisko jako rezerwowy.

Piątkowy mecz w Janowie obfitował zresztą w kuriozalne sytuacje. Nie mógł wystąpić Piotr Sarnik, kolega z zespołu Mejki. Oficjalnie? Choroba. A tak naprawdę? - Nie miał łyżew - przyznał Miroslav Ihnaczak. Z podobnego powodu w tym samym spotkaniu nie wystąpił Miroslav Zatko, zawodnik Naprzodu. Zresztą brak łyżew jest częstym powodem absencji w polskiej ekstralidze. O ile piłkarze, nawet w niższych ligach, mają do dyspozycji przynajmniej dwie pary obuwia, o tyle w hokeju jest zupełnie inaczej.

Z ostatnich przypadków przypomnijmy jeszcze dwa. Waldemar Klisiak z Naprzodu w trakcie rozgrzewki uszkodził płozę i pojawił się na lodzie dopiero w trakcie potyczki z Zagłębiem Sosnowiec, po tym jak usterka została naprawiona. Z kolei... Łukasz Mejka musiał zjechać do boksu przed końcową syreną w meczu z Polonią Bytom, bo łyżwa odmówiła posłuszeństwa.

Dodajmy, że profesjonale "obuwie" hokeisty kosztuje około 1500 złotych.
autor: Krzysztof Kubicki, Mariusz Polak

Przeczytaj również