Tychy - Stoczniowiec 1-2

21.11.2008
GKS Tychy nie zdołał przedłużyć passy sześciu kolejnych zwycięstw. Na drodze stanął Stoczniowiec Gdańsk.
Ostatnie kilka spotkań tyszanie rozpoczynali od szybkich strat goli, przez co musieli „gonić” wynik. Nie inaczej było również i tym razem. Piotr Sarnik popełnił kardynalny błąd przed własną bramką. Krążek przejął Zachariasz, wystawił go Milanowi Furo, który strzałem pod poprzeczkę pokonał Arkadiusza Sobeckiego. Na tym kłopoty miejscowych się nie skończyły. Na cztery minuty przymusowego odpoczynku został odesłany Tomasz Wołkowicz. Gościom nie udało się jednak tego wykorzystać. Dogodną szansę na wyrównanie miał Sławomir Krzak, ale mając przed sobą tylko bramkarza, zbyt długo zwlekał, po czym strzelił wprost w niego. Dopiero podczas gry w przewadze GKS-owi udało się pokonać Przemysława Odrobnego. Z niebieskiej linii huknął Sebastian Gonera, a Tomasz Wołkowicz zmienił kierunek lotu krążka, dzięki czemu „guma” znalazła się w siatce.

Druga odsłona mogła rozpocząć się wyśmienicie dla gospodarzy. Tuż po wznowieniu Adrian Parzyszek zdobył gola, ale zrobił to łyżwą i sędzia nie mógł uznać trafienia. Kolejne minuty to typowa wymiana ciosów. Hokeiści obu zespołów narzucili spore tempo, przez co okazji na zmianę rezultatu nie brakowało. Jednak ani jedni ani drudzy nie potrafili postawić kropki nad „i”. Strzały były niecelne bądź świetnie radzili sobie bramkarze. Gdy wydawało się, że będzie to bezbramkowa tercja, kilkanaście sekund przed ostatnią syreną Jarosław Rzeszutko wykorzystał grę w przewadze.

Od początku trzeciej tercji tyszanie ruszyli do ataków. Parzyszek wystawił krążek Adamowi Bagińskiemu, ale ten zmarnował bardzo dogodną sytuację. GKS za wszelką cenę starał się wyrównać. Momentami dochodziło do prawdziwego oblężenia bramki strzeżonej przez reprezentanta kraju. Mimo wielu okazji z obu stron, żadnej z ekip nie udało się powiększyć swojego konta. W końcówce gospodarze ostatkiem sił poderwali się do ofensywy. Jednak na dwie minuty przed ostatnią syreną za bezmyślny faul na ławkę kar powędrował Wołkowicz. Bliski szczęścia w osłabieniu był jeszcze Krzysztof Śmiełowski, ale kolejną karę zaliczył Gonera i było wiadome, że w przewadze dwóch zawodników goście nie pozwolą odebrać sobie zwycięstwa.

Pod szatniami

[b]Tomasz Wołkowicz [/b](napastnik GKS-u): Graliśmy dobrze, ale zamiast strzelać chcieliśmy wjechać do bramki. Mieliśmy sporo okazji jednak nie potrafiliśmy ich wykorzystać.
[b]
Przemysław Odrobny [/b](bramkarz Stoczniowca): Chwilami było naprawdę ciężko. Przeciwnik zmusił nas do wielkiego wysiłku. Dzięki dobrej grze całego zespołu udało się zdobyć bardzo cenne punkty.

Głosy trenerów
[b]
Miroslav Ihnaczak [/b](trener GKS-u): Po sześciu wygranych przyszła porażka. Szkoda, ponieważ graliśmy dobrze. Zabrakło nam szczęścia, bo okazji do zdobycia bramki mieliśmy wiele. Złapaliśmy zbyt wiele kar, co również miało spory wpływ na końcowy rezultat.

[b]Henryk Zabrocki[/b] (trener Stoczniowca): Przyjechaliśmy po trzy punkty i cel został zrealizowany. Na początku było sporo chaosu, ale kolejne tercje były już bardzo dobre. Walka toczyła się o każdy centymetr lodowiska, co mogło się podobać.[b]
[/b]
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również