Tychy - Sanok 6-0

23.12.2008
Nadzieje JKH Jastrzębie na zajęcie miejsca w pierwszej szóstce rozwiane. GKS Tychy nie miał najmniejszych kłopotów z pokonaniem KH Sanok, sprawiając sobie prezent na święta.
Tyszanie kontrolowali bieg wydarzeń przez całe spotkanie. Szybko objęli prowadzenie za sprawą Jakubika. Nie był to najlepszy mecz bramkarza z Sanoka. Rocki przy pierwszej bramce obronił co prawda strzał z dystansu, lecz odbity krążek trafił ponownie do Jakubika. Przy bramce Bacula, to Rocki mógł zapisać na swoim koncie symboliczną „asystę”.

Klasę pokazał za to Sobecki. Nawet w sytuacjach sam na sam nie dał się zaskoczyć graczom KH. Jego koledzy takich doborowych szans nie marnowali. Paciga przed końcem pierwszej tercji po raz drugi umieścił krążek w bramce. Już wtedy było jasne, że tyszanie punktów w Katowicach nie stracą i wrócą do czołowej szóstki, z której wypadli w ostatnią niedzielę.

Mecz był toczony w szybkim tempie. Najdłuższa przerwa była w zasadzie związana z... poszukiwaniem krążków, których chwilowo zabrakło w Małym Spodku.

Trzecia tercja była jedynie formalnością. Po szybkiej kontrze piątą bramkę strzelił Bagiński. Szybko też podwyższył Paciga, który zaczyna grać na miarę oczekiwań trenera Ihnaczaka. Sanoczanie mieli okazję, aby zdobyć chociaż honorowe trafienie, lecz nie potrafili wykorzystać gry nawet w podwójnej przewadze.

Głos trenerów[b]

Lubomir Rochaczik [/b](trener KH): Rozegraliśmy słabe spotkanie. Nie mam jednak pretensji do swoich zawodników. Zmieniłem zupełnie system gry w porównaniu z tym, który stosował trener Czontofalsky. Martwi mnie jedynie nieskuteczność. To trzeci mecz, w którym nie strzeliliśmy bramki.

[b]Miroslav Ihnaczak [/b](trener GKS-u): To był ważny mecz. Zdawaliśmy sobie sprawę, że jego stawką jest miejsce w pierwszej szóstce. Chłopcy nie dość, że walczyli, to jeszcze zagrali dobrze taktycznie, zachowali dyscyplinę.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również