Tychy - Podhale 5-3

16.01.2009
Świetna oprawa, mnóstwo emocji, ładne bramki i zwycięstwo nad liderem z Nowego Targu. Pierwszy mecz GKS-u na zmodernizowanym tyskim lodowisku wypadł znakomicie.
Aż 300 dni czekali tyscy fani na powrót swoich hokeistów na własne lodowisko. Już na kilka godzin przed piątkową potyczką tłumy fanów ustawiły się w kolejce, by kupić upragniony bilet na te wyjątkowe spotkanie. Szczęśliwcy, którzy dostali się do środka, wracali do domów w szampańskich nastrojach.

Początek meczu to dobra postawa z obu stron i lekka przewaga tyszan. Gospodarze trzykrotnie grali w przewadze, ale nie potrafili pokonać dobrze broniącego Zborowskiego. Tuż przed upływem pierwszych 20 minut historycznego gola mógł zdobyć hokeista z Nowego Targu. Kubenko przegrał jednak pojedynek ze świetnie interweniującym Sobeckim. Na starcie drugiej odsłony Podhale przez ponad minutę grało w podwójnej przewadze, ale bez efektu. W 27 minucie goście zdobyli bramkę, jednak - po prawie dziesięciominutowej analizie wideo - została ona anulowana. Strzał na bramkę Sobeckiego oddał Dziubiński. Tyski golkiper odbił krążek, ale zawodnik gości przeszkodził mu przy skutecznej dobitce Malasińskiego i sędzia prawdopodobnie słusznie gola nie uznał.

Minutę później bramkę zdobyli gospodarze, a do siatki trafił były gracz Podhala, Paciga. Również tym razem sędziowie mogli gola nie uznać, gdyż najpewniej wcześniej miała miejsce pozycja spalona. - Cieszę się z tego pierwszego trafienia na tak wspaniałym lodowisku i przed tak kapitalnie dopingującą publicznością - nie krył radości Ladislav Paciga.

Od tego momentu tyski zespół osiągnął sporą przewagę, jednak nie potrafił jej udokumentować. Dobrze w bramce spisywał się Zborowski, raz uratowała go poprzeczka. Najpiękniejszą akcję wieczoru przeprowadził Paciga. Najpierw założył siatkę Sulce, a następnie doskonale ograł Batkiewicza. Przy oddawaniu strzału zabrakło mu już trochę precyzji. Gdy gol dla GKS-u wisiał w powietrzu, tuż przed końcem drugiej tercji wyrównali przyjezdni. Po wygranym wznowieniu, ładnym strzałem z dystansu popisał się Ivicic. Ostatnia tercja, to znakomite widowisko i bramki co kilkadziesiąt sekund. - Jedni i drudzy postawili wszystko na jedną kartę - komentował Adrian Parzyszek. Najpierw na prowadzenie wyprowadził zespół Podhala Kaczir, który wygrał pojedynek z Sobeckim.

Później, w przeciągu niecałych trzech minut, padły aż cztery bramki! Po pięknej zespołowej akcji do wyrównania doprowadził Bacul. Po 38 sekundach Bagiński strzelił gola na 3-2 i wydawało się, że te trafienia podłamią gości. Nic bardziej mylnego. Kolejne trzydzieści kilka sekund i za sprawą Baranyka znów był remis.

Na trybunach emocje sięgały zenitu, a oba zespoły wyprowadzały cios za cios. Z tej walki zwycięsko wyszli gospodarze. Po kontrze i skutecznym uderzeniu Woźnicy GKS znów objął prowadzenie. Chwilę później strzałem z dystansu wynik ustalił najlepszy hokeista spotkania, czyli Paciga. - W tym meczu było wszystko. Emocje, ładne akcje, dużo bramek i na koniec wymarzone trzy punkty na otwarcie lodowiska - podsumował Parzyszek.

Konferencja prasowa

[b]Milan Jancuszka[/b] (trener Podhala): Gratuluję Tychom tak ładnego lodowiska. To wielka radość grać w tak wspaniałej atmosferze stworzonej przez kibiców. Niestety, nie pokazaliśmy się dziś w pełnym składzie, gdyż dopadł nas wirus. Mam trochę żalu, ponieważ pierwszy gol dla gospodarzy, według mnie, padł po ewidentnym spalonym. To jednak Tychy były lepsze. Gospodarze wygrali zasłużenie.

[b]Miroslav Ihnaczak [/b](trener GKS-u Tychy): To był typowy mecz, jak w fazie play-off. Już w pierwszej tercji mieliśmy sporo sytuacji do zdobycia bramki. Moi zawodnicy walczyli do samego końca o zwycięstwo. Chciałbym im za to podziękować. Paciga zagrał dziś najlepszy mecz w barwach GKS-u. Był szczególnie umotywowany, gdyż wystąpił przeciwko swojej byłej drużynie. 
autor: Sebastian Skierski

Przeczytaj również