Tychy - Podhale 3-1
28.02.2009
Trzeci półfinał GKS-u z Podhalem był określany mianem ostatniej szansy dla tyszan. Przy ewentualnej porażce miejscowych, mało kto wierzyłby, że potrafiliby się podnieść i awansować do finału. Doświadczony zespół poradził sobie z presją i po raz pierwszy wygrał z "Szarotkami".
Jak zwykle, wicemistrza nie zawiedli kibice. Wypełnili lodowisko do ostatniego miejsca i głośnym dopingiem wspierali swoich pupili. Przy ogłuszającej pieśni: "jesteście lepsi, tyszanie jesteście lepsi”, zawodnikom nie pozostawało nic innego, jak tylko udowodnić swoją dominację nad rywalem. Starali się jak mogli: Gonera, Parzyszek, Sarnik, Bagiński, ale przy ich strzałach górą był bramkarz Podhala. Ponownie jak w poprzednich pojedynkach Zborowski był zaporą nie do przejścia.
Gospodarze dominowali w każdym elemencie. Brakowało tylko wykończenia. Goście natomiast zagrozili bramce strzeżonej przez Sobeckiego wówczas, gdy na ławce kar siedział Kotlorz, ale praktycznie z tej przewagi nic nie wynikło.
Kotlorz w końcu wrócił na lód i w końcu zaliczył długo wyczekiwane trafienie. Wyjechał zza bramki i z najbliższej odległości umieścił krążek w siatce. Szaleństwo na trybunach nie trwało jednak zbyt długo. Natychmiastową odpowiedź dał Batkiewicz i mecz rozpoczął się od nowa.
Ku uciesze sympatyków miejscowych, Wołkowicz wyprowadził ponownie ich zespół na prowadzenie. Paciga dołożył kolejną bramkę i było wiadome, że GKS nie pozwoli sobie na odebranie zwycięstwa. Bliski złapania kontaktu był Zapała, ale trafił w słupek.
W końcówce, nie mając nic do stracenia "Szarotki”, postawiły wszystko na jedną kartę. Zdecydowały się wycofać bramkarza i szukały swojej szansy w liczebnej przewadze. Manewr ten się nie powiódł.
Pod szatniami
[b]Adrian Parzyszek[/b] (napastnik GKS-u): Musieliśmy to spotkanie wygrać. Ta presja dodatkowo nas mobilizowała, a nie paraliżowała. Jesteśmy doświadczonym zespołem i potrafimy sobie z tym radzić. Jeżeli jutro nasi kibice ponownie nas wesprą, to jesteśmy w stanie wygrać.
[b]
Krzysztof Zborowski[/b] (bramkarz Podhala): Spodziewaliśmy się ciężkiej przeprawy. Rywale od początku zaatakowali i było niewesoło. Zabrakło nam skuteczności w tych okazjach, które sobie stworzyliśmy. Natomiast GKS, potrafił wykorzystać sytuację i wygrał.
Konferencja prasowa
[b]Miroslav Ihnaczak[/b] (trener GKS-u): Musieliśmy od pierwszych minut zaatakować. Początkowo nie wychodziło, ale później się udało. Zagraliśmy dobrze taktycznie. Chłopcy walczyli do samego końca i za to chciałbym im podziękować.
[b]
Milan Jancuska[/b] (trener Podhala): Wiedzieliśmy, że rywal zagra bardzo ofensywnie. Udało nam się przetrzymać napór. Później szybko odpowiedzieliśmy na bramkę. Jednak zeszliśmy z lodu jako pokonani. Trzeba o tym zapomnieć i walczyć dalej.
[b]
[/b]
Jak zwykle, wicemistrza nie zawiedli kibice. Wypełnili lodowisko do ostatniego miejsca i głośnym dopingiem wspierali swoich pupili. Przy ogłuszającej pieśni: "jesteście lepsi, tyszanie jesteście lepsi”, zawodnikom nie pozostawało nic innego, jak tylko udowodnić swoją dominację nad rywalem. Starali się jak mogli: Gonera, Parzyszek, Sarnik, Bagiński, ale przy ich strzałach górą był bramkarz Podhala. Ponownie jak w poprzednich pojedynkach Zborowski był zaporą nie do przejścia.
Gospodarze dominowali w każdym elemencie. Brakowało tylko wykończenia. Goście natomiast zagrozili bramce strzeżonej przez Sobeckiego wówczas, gdy na ławce kar siedział Kotlorz, ale praktycznie z tej przewagi nic nie wynikło.
Kotlorz w końcu wrócił na lód i w końcu zaliczył długo wyczekiwane trafienie. Wyjechał zza bramki i z najbliższej odległości umieścił krążek w siatce. Szaleństwo na trybunach nie trwało jednak zbyt długo. Natychmiastową odpowiedź dał Batkiewicz i mecz rozpoczął się od nowa.
Ku uciesze sympatyków miejscowych, Wołkowicz wyprowadził ponownie ich zespół na prowadzenie. Paciga dołożył kolejną bramkę i było wiadome, że GKS nie pozwoli sobie na odebranie zwycięstwa. Bliski złapania kontaktu był Zapała, ale trafił w słupek.
W końcówce, nie mając nic do stracenia "Szarotki”, postawiły wszystko na jedną kartę. Zdecydowały się wycofać bramkarza i szukały swojej szansy w liczebnej przewadze. Manewr ten się nie powiódł.
Pod szatniami
[b]Adrian Parzyszek[/b] (napastnik GKS-u): Musieliśmy to spotkanie wygrać. Ta presja dodatkowo nas mobilizowała, a nie paraliżowała. Jesteśmy doświadczonym zespołem i potrafimy sobie z tym radzić. Jeżeli jutro nasi kibice ponownie nas wesprą, to jesteśmy w stanie wygrać.
[b]
Krzysztof Zborowski[/b] (bramkarz Podhala): Spodziewaliśmy się ciężkiej przeprawy. Rywale od początku zaatakowali i było niewesoło. Zabrakło nam skuteczności w tych okazjach, które sobie stworzyliśmy. Natomiast GKS, potrafił wykorzystać sytuację i wygrał.
Konferencja prasowa
[b]Miroslav Ihnaczak[/b] (trener GKS-u): Musieliśmy od pierwszych minut zaatakować. Początkowo nie wychodziło, ale później się udało. Zagraliśmy dobrze taktycznie. Chłopcy walczyli do samego końca i za to chciałbym im podziękować.
[b]
Milan Jancuska[/b] (trener Podhala): Wiedzieliśmy, że rywal zagra bardzo ofensywnie. Udało nam się przetrzymać napór. Później szybko odpowiedzieliśmy na bramkę. Jednak zeszliśmy z lodu jako pokonani. Trzeba o tym zapomnieć i walczyć dalej.
[b]
[/b]
Polecane
Polska Hokej Liga