Tychy - Podhale 2-1. Trenerzy już wyznaczali strzelców rzutów karnych

20.09.2009
- Nie przypominam sobie takiego meczu - Adrian Parzyszek, napastnik GKS-u Tychy, szukał w pamięci spotkania w swojej karierze, w którym jego gol w ostatniej sekundzie zadecydowałby o zwycięstwie.
- Szykowaliśmy już listę strzelców rzutów karnych - przyznali po meczu szkoleniowcy obu zespołów. Jak się okazało niepotrzebnie. Kapitan tyszan w ostatniej sekundzie dogrywki na raty pokonał bramkarza gości. - Ewidentny błąd w kryciu. Strzał "z niebieskiej" odbiłem parkanem. Dobitka Adriana wpadła już jednak do "sieci" - powiedział niepocieszony golkiper Podhala, Krzysztof Zborowski.

W regulaminowym czasie okazji na zdobycie gola po obu stronach było stosunkowo niewiele. Stąd skromny, jak na hokej wynik. - Strzelaliśmy, ale dosyć anemicznie. Nie mogło to zaskoczyć kolegów stojących między słupkami - przyznał Parzyszek. - Dopiero w końcówce podkręciliśmy tempo. W sumie z przebiegu całego pojedynku zasłużyliśmy na zwycięstwo już po 60 minutach. Doszło do dogrywki, w której pokazaliśmy charakter - dodał.

- Szkoda, bo przez chwilę dekoncentracji przegraliśmy. Mecz był wyrównany. Mógł się podobać. Po raz kolejny zostało udowodnione, że trzeba walczyć do ostatniej syreny - podsumował trener przyjezdnych, Milan Jancuska.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również