Tychy - Cracovia 4-3. Horror w końcówce spotkania.
12.03.2009
Niemrawy początek nie zapowiadał emocji, które w późniejszej fazie meczu zgotowali swoim kibicom hokeiści miejscowych. Dzięki bardzo skutecznej grze w przewadze GKS wyszedł na pewne prowadzenie. - Trener uczulał na te fragmenty gry. Cieszymy się bardzo, że udało nam się je wykorzystać, bo to miało ogromny wpływ na wynik - powiedział Adam Bagiński, napastnik tyszan.
Trzybramkowe prowadzenie było najmniejszym wymiarem kary dla Cracovii. Bacul mógł dwukrotnie podwyższyć rezultat. Jednak przegrał pojedynki z Radziszewskim. Najpierw podczas rzutu karnego, a następnie w przewadze.
Tak jak w pierwszym meczu w Krakowie, tyszanie, w ciągu niespełna minuty stracili dwie bramki i zrobiło się gorąco. Pewne prowadzenie ponownie się wymknęło. - Znowu przeżyliśmy horror w końcówce. Było ciężko, ale na szczęście tym razem dowieźliśmy zwycięstwo do końca - odetchnął Bagiński.
- Złapaliśmy zbyt dużo kar, straciliśmy cztery bramki. W końcówce zabrakło sił i czasu, aby odrobić straty - tłumaczył porażkę Marian Csorich, obrońca Cracovii.
- Musimy trzymać nerwy na wodzy. Posypało się sporo kar. Udało nam się wykorzystać przewagi, ale również straciliśmy bramki w osłabieniu - powiedział Michał Garbocz, napastnik GKS-u. - Przy stanie 4-1 spokojnie powinniśmy przetrzymać do końca. Po raz kolejny sprawdziło się, że hokej to bardzo szybka gra, w której trzeba być skoncentrowanym do ostatniego gwizdka. Nam tego trochę zabrakło i znowu było piekło - dodał.
Konferencja prasowa
[b]Rudolf Rohaczek[/b] (trener Cracovii): Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo. Popełniliśmy sporo błędów, które zaważyły o przegranej.
[b]Miroslav Ihnaczak[/b] (trener GKS-u): Zagraliśmy dobry mecz. Końcówka ponownie nerwowa. Musimy poprawić koncentrację i grać bardziej zdyscyplinowanie, aby to się nie powtarzało.
Trzybramkowe prowadzenie było najmniejszym wymiarem kary dla Cracovii. Bacul mógł dwukrotnie podwyższyć rezultat. Jednak przegrał pojedynki z Radziszewskim. Najpierw podczas rzutu karnego, a następnie w przewadze.
Tak jak w pierwszym meczu w Krakowie, tyszanie, w ciągu niespełna minuty stracili dwie bramki i zrobiło się gorąco. Pewne prowadzenie ponownie się wymknęło. - Znowu przeżyliśmy horror w końcówce. Było ciężko, ale na szczęście tym razem dowieźliśmy zwycięstwo do końca - odetchnął Bagiński.
- Złapaliśmy zbyt dużo kar, straciliśmy cztery bramki. W końcówce zabrakło sił i czasu, aby odrobić straty - tłumaczył porażkę Marian Csorich, obrońca Cracovii.
- Musimy trzymać nerwy na wodzy. Posypało się sporo kar. Udało nam się wykorzystać przewagi, ale również straciliśmy bramki w osłabieniu - powiedział Michał Garbocz, napastnik GKS-u. - Przy stanie 4-1 spokojnie powinniśmy przetrzymać do końca. Po raz kolejny sprawdziło się, że hokej to bardzo szybka gra, w której trzeba być skoncentrowanym do ostatniego gwizdka. Nam tego trochę zabrakło i znowu było piekło - dodał.
Konferencja prasowa
[b]Rudolf Rohaczek[/b] (trener Cracovii): Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo. Popełniliśmy sporo błędów, które zaważyły o przegranej.
[b]Miroslav Ihnaczak[/b] (trener GKS-u): Zagraliśmy dobry mecz. Końcówka ponownie nerwowa. Musimy poprawić koncentrację i grać bardziej zdyscyplinowanie, aby to się nie powtarzało.
Polecane
Polska Hokej Liga