Trener GKS-u: Wyprostujemy pewne sprawy i powalczymy o awans
07.06.2011
Trener katowiczan uważa, że wszystko jest na najlepszej drodze, by w przyszłym sezonie powalczyć o powrót do ekstraklasy. Problemu nie stanowią też trzy porażki z rzędu. - Na kilka kolejek przed końcem sezonu zapewniliśmy sobie utrzymanie. Zrobiliśmy przegląd kadry i wiemy, co mamy robić dalej. Powodów do niepokoju nie widzę. Zrealizowaliśmy cel i nie wygląda to w ostatnich kolejkach tak, jak powinno, ale wcześniej nie przypadkiem mieliśmy serię ośmiu meczów bez porażki - mówi trener GKS-u Katowice.
Stawowy przyznał jednak, że pewne sprawy nie wyglądają w jego drużynie, jak powinny. - W trzech ostatnich meczach popełniliśmy sporo błędów, które rywale bezlitośnie wykorzystali. O innych przyczynach porażek nie będę mówił, bo to wewnętrzne sprawy klubu. Zaznaczę jedynie, że nie chodzi o problemy sportowe, czy dobór strategii lub wykonawców. Pod względem organizacyjnym w GKS-ie jest wszystko jak należy. Są jednak pewne sprawy, które trzeba wyprostować - przyznaje.
Jednocześnie szkoleniowiec "GieKSy" uważa, że nie można jego zawodnikom zarzucić braku zaangażowania. - Dają z siebie wszystko, ale nie będąc pewni swojej przyszłości, momentami się spalają. Stąd te błędy, które decydują o wyniku. Przypomnę, że budujemy zespół na kolejny sezon. Zrobiliśmy przegląd kadry i już wiemy, kto powinien zostać, a z kim trzeba będzie się pożegnać. Bardzo dobrze, że pomyłki się zdarzają, bo mamy więcej materiału do analizy, a są to szkolne błędy, więc łatwo je wyeliminować - twierdzi trener.
Choć niektórym może być ciężko w to uwierzyć, katowiczanie mają w przyszłym roku walczyć o awans. - Oczekiwania katowickich kibiców zawsze były wysokie. Rozumiem, że po trzech porażkach czują niepokój, ale chciałbym podkreślić, że powodów do paniki nie ma. Spokojnie się utrzymaliśmy, sprowadziliśmy wielu zawodników, czyli plan został wykonany. To, co ma miejsce teraz, nie zdarzy się w przyszłym sezonie - mówi Stawowy, który przyznaje, że w ostatnim meczu z Pogonią Szczecin da szansę młodym zawodnikom.
- Nie wszystkich mogę przetestować, bo są pewne problemy, dlatego ubytki zastąpimy tymi, którzy grali trochę mniej. Na przykład wobec absencji Jacka Kowalczyka, szansę dostanie Adrian Napierała - kończy szkoleniowiec katowiczan.
Stawowy przyznał jednak, że pewne sprawy nie wyglądają w jego drużynie, jak powinny. - W trzech ostatnich meczach popełniliśmy sporo błędów, które rywale bezlitośnie wykorzystali. O innych przyczynach porażek nie będę mówił, bo to wewnętrzne sprawy klubu. Zaznaczę jedynie, że nie chodzi o problemy sportowe, czy dobór strategii lub wykonawców. Pod względem organizacyjnym w GKS-ie jest wszystko jak należy. Są jednak pewne sprawy, które trzeba wyprostować - przyznaje.
Jednocześnie szkoleniowiec "GieKSy" uważa, że nie można jego zawodnikom zarzucić braku zaangażowania. - Dają z siebie wszystko, ale nie będąc pewni swojej przyszłości, momentami się spalają. Stąd te błędy, które decydują o wyniku. Przypomnę, że budujemy zespół na kolejny sezon. Zrobiliśmy przegląd kadry i już wiemy, kto powinien zostać, a z kim trzeba będzie się pożegnać. Bardzo dobrze, że pomyłki się zdarzają, bo mamy więcej materiału do analizy, a są to szkolne błędy, więc łatwo je wyeliminować - twierdzi trener.
Choć niektórym może być ciężko w to uwierzyć, katowiczanie mają w przyszłym roku walczyć o awans. - Oczekiwania katowickich kibiców zawsze były wysokie. Rozumiem, że po trzech porażkach czują niepokój, ale chciałbym podkreślić, że powodów do paniki nie ma. Spokojnie się utrzymaliśmy, sprowadziliśmy wielu zawodników, czyli plan został wykonany. To, co ma miejsce teraz, nie zdarzy się w przyszłym sezonie - mówi Stawowy, który przyznaje, że w ostatnim meczu z Pogonią Szczecin da szansę młodym zawodnikom.
- Nie wszystkich mogę przetestować, bo są pewne problemy, dlatego ubytki zastąpimy tymi, którzy grali trochę mniej. Na przykład wobec absencji Jacka Kowalczyka, szansę dostanie Adrian Napierała - kończy szkoleniowiec katowiczan.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku