Trener GKS-u Katowice porzucił swój pomysł. "Inteligentny facet"
18.03.2010
Zimowe odejścia z GKS-u Katowice Krzysztofa Kaliciaka i Bartosza Iwana, piłkarzy dla ofensywy drużyny kluczowych, spowodowały, że Robert Moskal już na "dzień dobry" z Bukową zdecydował się przestawić I-ligowca na inną taktykę. - Przemeblowanie stylu gry zespołu będzie konieczne - nie ukrywał. I jak zapowiedział, tak zrobił. Od pierwszego sparingu GieKSa zaczęła szlifować sprawdzone przez szkoleniowca w Kmicie Zabierzów ustawienie 4-3-2-1.
Aż do ostatniego sprawdzianu przed inauguracją ligowej wiosny, kiedy to GKS zmierzył się z Ruchem Radzionków. Katowiczanie wrócili wtedy do preferowanego przez Adama Nawałkę, byłego trenera jedenastki z Katowic, 4-4-1-1. Dlaczego? - Liczyłem, że w nowej taktyce chłopakom będzie łatwiej, a było wręcz odwrotnie. W grach kontrolnych traciliśmy wiele bramek. Skoro się nie układało, to trzeba było coś zmienić... - tłumaczy opiekun GieKSy.
- Zdecydował się kontynuować myśl trenera Nawałki. Wprowadził jednak kilka nowinek - zauważa Adrian Napierała. Ale czy zespół, poświęcając praktycznie cały okres przygotowawczy na dopracowywanie systemu, który później porzucił, nie zmarnował czasu? - Nie. Trener to inteligenty facet. Widział, że nowe rozwiązanie nam nie leży. A przecież taktykę, którą ostatecznie wybrał, świetnie znamy. Nie musieliśmy się jej uczyć na nowo - podkreśla obrońca drużyny.
Jego słowa zdają się potwierdzać dwa pierwsze wiosenne mecze. W konfrontacji z Górnikiem Łęczna, ale zwłaszcza wcześniej, w starciu z Górnikiem Zabrze, katowiczanie zaprezentowali się bowiem obiecująco. Martwić może jedynie to, że do bramki rywali nie trafili ani razu.
- Ale ja cały czas twierdzę, że w Łęcznej punkty zabrał nam sędzia... Nie chodzi mi tu tylko o tego nieuznanego gola Pawła Buśkiewicza, ale choćby o tę sytuację, gdy nasz napastnik był ewidentnie faulowany w polu karnym gospodarzy, a arbiter tego nie widział - wskazuje Moskal.
Aż do ostatniego sprawdzianu przed inauguracją ligowej wiosny, kiedy to GKS zmierzył się z Ruchem Radzionków. Katowiczanie wrócili wtedy do preferowanego przez Adama Nawałkę, byłego trenera jedenastki z Katowic, 4-4-1-1. Dlaczego? - Liczyłem, że w nowej taktyce chłopakom będzie łatwiej, a było wręcz odwrotnie. W grach kontrolnych traciliśmy wiele bramek. Skoro się nie układało, to trzeba było coś zmienić... - tłumaczy opiekun GieKSy.
- Zdecydował się kontynuować myśl trenera Nawałki. Wprowadził jednak kilka nowinek - zauważa Adrian Napierała. Ale czy zespół, poświęcając praktycznie cały okres przygotowawczy na dopracowywanie systemu, który później porzucił, nie zmarnował czasu? - Nie. Trener to inteligenty facet. Widział, że nowe rozwiązanie nam nie leży. A przecież taktykę, którą ostatecznie wybrał, świetnie znamy. Nie musieliśmy się jej uczyć na nowo - podkreśla obrońca drużyny.
Jego słowa zdają się potwierdzać dwa pierwsze wiosenne mecze. W konfrontacji z Górnikiem Łęczna, ale zwłaszcza wcześniej, w starciu z Górnikiem Zabrze, katowiczanie zaprezentowali się bowiem obiecująco. Martwić może jedynie to, że do bramki rywali nie trafili ani razu.
- Ale ja cały czas twierdzę, że w Łęcznej punkty zabrał nam sędzia... Nie chodzi mi tu tylko o tego nieuznanego gola Pawła Buśkiewicza, ale choćby o tę sytuację, gdy nasz napastnik był ewidentnie faulowany w polu karnym gospodarzy, a arbiter tego nie widział - wskazuje Moskal.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku