Trener GKS-u Katowice ma spory ból głowy. Chce zaryzykować
21.10.2010
Z aż trzech ważnych pomocników nie będzie mógł skorzystać w sobotniej konfrontacji z Sandecją Nowy Sącz trener Wojciech Stawowy. Do Piotra Plewni, który pauzuje za kartki, i kontuzjowanego Tomasza Hołoty dołączył wczoraj Kamil Cholerzyński. Problem polega na tym, że to właśnie "Kufel" miał zagrać w miejsce Plewni na pozycji defensywnego pomocnika.
Co w tej sytuacji planuje Stawowy? Zaryzykować... Szkoleniowiec ma zamiar wstawić do składu Arkadiusza Rysia, który w tym sezonie grywał wyłącznie w rezerwach. - Występami w drugim zespole bardzo zasłużył sobie na szansę w I lidze. Ja co prawda widziałem tylko jedno z tych spotkań, ale jeździł na nie Marcin Gabor, mój asystent. Bardzo Arka chwalił - tłumaczył Stawowy.
Oprócz tego większych zaskoczeń w jedenastce GieKSy być nie powinno. - Rotować składem należy wtedy, gdy drużyna gra słabo. A my nie gramy słabo, tylko nieskutecznie. Gdybym na przykład zmieniał bramkarza po jednym jego błędzie, to on w ogóle nie miałby komfortu gry. Wychodziłby na boisku zdenerwowany, z obawą, że w następnym meczu może już nie zagrać - zauważył trener katowiczan. Innymi słowy, mimo błędu w starciu z Odrą Wodzisław, numerem 1 między słupkami pozostaje Maciej Wierzbicki.
Swoją drogą, młody golkiper od sztabu szkoleniowego wielkiej krytyki za tamto niepowodzenie nie odczuł. Dlaczego? - Jak przeanalizowaliśmy tę bramkę, to doszliśmy do wniosku, że Maciek po prostu łapał piłką zamiast ją piąstkować. To nie był jakiś ogromny błąd. Poza tym pamiętajmy, że później uchronił nas przed wyższą porażką. Mogliśmy na niego liczyć zresztą już wcześniej, w spotkaniu z Niecieczą, kiedy to rywale mieli w końcówce "setkę" - podkreślał Stawowy. - Jeśli zmieniłbym Maćka, to chłopak podszedłby do tego na zasadzie, że my mu już dziękujemy - dodał.
W rywalizacji z Sandecją Nowy Sącz nawet najlepsza forma Wierzbickiego jednak nie pomoże, jeśli drużyna nadal zawodzić będzie w przodzie. Tam I-ligowiec na zero gra już od dwóch spotkań... - Nasza nieskuteczność nie bierze się z tego, że chłopcy mają jakieś braki w technice. Biorąc pod uwagę ten element, to jest zespół z wysokiej półki. Chodzi natomiast o to, by potrafić zachować w polu karnym rywala zimną krew. Ta nerwowość bierze się po części z presji, z małej ilości punktów. Pozytyw jest taki, że - jeśli chodzi o grę - drużyna nie schodzi poniżej pewnego poziomu - przekonywał Stawowy.
Co w tej sytuacji planuje Stawowy? Zaryzykować... Szkoleniowiec ma zamiar wstawić do składu Arkadiusza Rysia, który w tym sezonie grywał wyłącznie w rezerwach. - Występami w drugim zespole bardzo zasłużył sobie na szansę w I lidze. Ja co prawda widziałem tylko jedno z tych spotkań, ale jeździł na nie Marcin Gabor, mój asystent. Bardzo Arka chwalił - tłumaczył Stawowy.
Oprócz tego większych zaskoczeń w jedenastce GieKSy być nie powinno. - Rotować składem należy wtedy, gdy drużyna gra słabo. A my nie gramy słabo, tylko nieskutecznie. Gdybym na przykład zmieniał bramkarza po jednym jego błędzie, to on w ogóle nie miałby komfortu gry. Wychodziłby na boisku zdenerwowany, z obawą, że w następnym meczu może już nie zagrać - zauważył trener katowiczan. Innymi słowy, mimo błędu w starciu z Odrą Wodzisław, numerem 1 między słupkami pozostaje Maciej Wierzbicki.
Swoją drogą, młody golkiper od sztabu szkoleniowego wielkiej krytyki za tamto niepowodzenie nie odczuł. Dlaczego? - Jak przeanalizowaliśmy tę bramkę, to doszliśmy do wniosku, że Maciek po prostu łapał piłką zamiast ją piąstkować. To nie był jakiś ogromny błąd. Poza tym pamiętajmy, że później uchronił nas przed wyższą porażką. Mogliśmy na niego liczyć zresztą już wcześniej, w spotkaniu z Niecieczą, kiedy to rywale mieli w końcówce "setkę" - podkreślał Stawowy. - Jeśli zmieniłbym Maćka, to chłopak podszedłby do tego na zasadzie, że my mu już dziękujemy - dodał.
W rywalizacji z Sandecją Nowy Sącz nawet najlepsza forma Wierzbickiego jednak nie pomoże, jeśli drużyna nadal zawodzić będzie w przodzie. Tam I-ligowiec na zero gra już od dwóch spotkań... - Nasza nieskuteczność nie bierze się z tego, że chłopcy mają jakieś braki w technice. Biorąc pod uwagę ten element, to jest zespół z wysokiej półki. Chodzi natomiast o to, by potrafić zachować w polu karnym rywala zimną krew. Ta nerwowość bierze się po części z presji, z małej ilości punktów. Pozytyw jest taki, że - jeśli chodzi o grę - drużyna nie schodzi poniżej pewnego poziomu - przekonywał Stawowy.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku