Trener GieKSy żałuje. "Senatora Koguta nie miał kto zagłuszyć"
Fani GieKSy na mecz z Kolejarzem nie weszli z powodu braku podpisu prezesa Jacka Krysiaka na liście z nazwiskami fanów, która w takich przypadkach jest wymagana. Kibice przekonują, że nie wiedzieli o tym, że są zobligowani do przedstawienia takiego spisu, z kolei w klubie twierdzą, że fani o wszystkim wiedzieli.
- Kibice powinni byli się zwrócić o ten podpis znacznie wcześniej. Prezes Krysiak był gotowy złożyć go nawet jeszcze w trakcie meczu, by nasi fani mogli obejrzeć chociaż jego część. Ich decyzja była jednak inna - informuje Radosław Bryłka, rzecznik prasowy klubu.
Największą ofiarą tego zamieszania zostali jednak piłkarze, którzy na trudnym terenie w Stróżach musieli grać bez dopingu. - Bardzo nam ich brakowało. Gdyby mogli wejść na stadion, to pewnie nie byłoby też tego incydentu z Senatorem Kogutem. Grupa fanów GieKSy sprawiłaby przecież, że krzyki jednego człowieka nie byłyby na stadionie słyszalne - mówi trener GKS-u.