Trener GieKSy szykuje transfer przez duże "T". Przyjdą obcokrajowcy?
11.11.2010
Chwilę po pojawieniu się w GKS-ie Katowice trener Wojciech Stawowy i dyrektor sportowy Piotr Stach zakomunikowali, że zaczynają już pracować nad zimowym okienkiem transferowym. - Chcemy być do niego dobrze przygotowani. Nie może być tak, że za pięć dwunasta człowiek zastanawia się, kogo ściągnie do zespołu - mówił wówczas szkoleniowiec. Ale ani on, ani Stach żadnych nazwisk zdradzać nie chcieli...
Dziś o personalia nadal trudno, ale wiadomo jednak nieco więcej. Przede wszystkim to, że Stawowy myśli o pewnym poważnym - jak sam przekonuje - piłkarzu z zagranicy. - To może być prawdziwy strzał w dziesiątkę, transfer przez duże "T". Mówimy o zawodniku, który miał grać w Bundeslidze - zdradza i od razu dopowiada. - Wiem, to, że ktoś taki może do nas trafić, brzmi nieco dziwnie. Kiedyś opowiem o kulisach tej historii. Na razie zbyt wielu szczegółów ujawniać nie chcę - akcentuje.
Stawowy przyznaje też, że na jednym obcokrajowcu wcale nie musi się skończyć. - Ale nie mogę powiedzieć, że - przykładowo - myślimy tylko o piłkarzach z Afryki albo tylko o piłkarzach z Bałkanów. Każdy kierunek jest dobry, jeśli płyną z niego dobrzy zawodnicy. Zasada jest jedna: wolę jeden czy dwa transfery z przytupem niż kilka byle jakich - zaznacza trener GieKSy, który planuje zaraz po zakończeniu rundy sprawdzian dla potencjalnych nowych twarzy. Innymi słowy, taki typowy casting? - To za duże słowo. Używalibyśmy go, gdybyśmy mogli stworzyć z testowanych graczy dwie drużyny i ustawić je naprzeciw siebie. Tymczasem tych, których chcemy sprawdzić, nie będzie więcej niż siedmiu-ośmiu - precyzuje.
- Chcę też podkreślić, że podeszliśmy do tematu bardzo prężnie. Zawodników, którzy do nas przyjadą, nie obserwowaliśmy na youtube czy jakichś płytach z ich zmiksowanymi zagraniami. Każdego z tych graczy oglądaliśmy osobiście na żywo co najmniej trzy razy. I to nie tylko w trakcie meczów, ale również podczas treningów.
Dziś o personalia nadal trudno, ale wiadomo jednak nieco więcej. Przede wszystkim to, że Stawowy myśli o pewnym poważnym - jak sam przekonuje - piłkarzu z zagranicy. - To może być prawdziwy strzał w dziesiątkę, transfer przez duże "T". Mówimy o zawodniku, który miał grać w Bundeslidze - zdradza i od razu dopowiada. - Wiem, to, że ktoś taki może do nas trafić, brzmi nieco dziwnie. Kiedyś opowiem o kulisach tej historii. Na razie zbyt wielu szczegółów ujawniać nie chcę - akcentuje.
Stawowy przyznaje też, że na jednym obcokrajowcu wcale nie musi się skończyć. - Ale nie mogę powiedzieć, że - przykładowo - myślimy tylko o piłkarzach z Afryki albo tylko o piłkarzach z Bałkanów. Każdy kierunek jest dobry, jeśli płyną z niego dobrzy zawodnicy. Zasada jest jedna: wolę jeden czy dwa transfery z przytupem niż kilka byle jakich - zaznacza trener GieKSy, który planuje zaraz po zakończeniu rundy sprawdzian dla potencjalnych nowych twarzy. Innymi słowy, taki typowy casting? - To za duże słowo. Używalibyśmy go, gdybyśmy mogli stworzyć z testowanych graczy dwie drużyny i ustawić je naprzeciw siebie. Tymczasem tych, których chcemy sprawdzić, nie będzie więcej niż siedmiu-ośmiu - precyzuje.
- Chcę też podkreślić, że podeszliśmy do tematu bardzo prężnie. Zawodników, którzy do nas przyjadą, nie obserwowaliśmy na youtube czy jakichś płytach z ich zmiksowanymi zagraniami. Każdego z tych graczy oglądaliśmy osobiście na żywo co najmniej trzy razy. I to nie tylko w trakcie meczów, ale również podczas treningów.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku