Tomasz Sokołowski: Prezes GKS-u nawet nie miał odwagi pożegnać się

30.06.2011
Jest jednym z dziewięciu zawodników, których po ostatnim sezonie "odstrzelono" z GKS-u Katowice. Tomasz Sokołowski, były już obrońca "GieKSy", ujawnia kulisy swojego odejścia z Bukowej.
GKS Katowice nie zaproponował panu przedłużenia umowy. Żałuje pan, że tak się stało?
- Nie, absolutnie. Takie jest życie piłkarza, więc nie ma czego żałować. Powiem jednak szczerze, że o przydatności do zespołu powinien decydować trener.  Nie wiem, może pan Górak widział wszystkie mecze w moim wykonaniu? Celowo mówię to z ironią, bo do rozmowy między nami nie doszło. Wydaje mi się, że o nie przedłużeniu umowy z nami zadecydowali ludzie niekompetentni. Zadaniem prezesa jest przede wszystkim to, by zadbać o dobrą organizację klubu…

Czyli jednak nosi pan w sobie jakieś pretensje do klubowych działaczy?
- Pretensje mam jedynie o formę pożegnania z nami. Prezes Krysiak nie miał nawet odwagi przyjść i pożegnać się, podziękować nam za grę. Był tylko pan Piotr Stach (dyrektor sportowy - dop. red.). To smutne, bo przecież spotkało to również takich zawodników, jak Bartosz Karwan czy Wojtek Szala, którzy wiele zrobili dla GKS-u. To są ludzie, którzy gdzieś byli, coś widzieli w tym futbolu, i nie powinno się ich tak traktować. Ja też nie mam sobie nic do zarzucenia, bo przez cały sezon pracowałem sumiennie.

11. miejsce w I-ligowej tabeli ubiegłego sezonu nie jest jednak powodem do dumy…
- To smutne, że nie wyszła nam końcówka. Ale były mecze gorsze i lepsze. Drużyna zaczynała mieć swój styl. Tworzyliśmy zgraną „paczkę”, ale o tym się nie mówiło. Myślę, że wcześniej daliśmy kibicom trochę radości. Pragnę też przypomnieć, że przyszliśmy do klubu w momencie, gdy ten był na przedostatnim miejscu w tabeli. Dostaliśmy od szefa Centrozapu (Ireneusza Króla - dop. red.) konkretne zadanie, by utrzymać GKS w I lidze. I to zadanie spełniliśmy. Powiedzmy sobie szczerze, wcześniej ten zespół zmierzał do II ligi. Tomasz Sokołowski był do tej pory grzecznym chłopcem, ale przyszedł czas, by parę rzeczy jasno sobie powiedzieć.

Czyli dokładnie co?
- Irytuje mnie to, że przylgnęła do kilku z nas łatka "zawodników trenera Stawowego", jego "synków". Nie znam trenera, który wystawia w składzie gorszego zawodnika od tego, co siedzi na ławce. Przecież jakby chciał pan wybudować sobie super dom i położyć w łazience ekstra kafelki, to nie wziąłby pan do tej roboty fachowca, który zepsułby wszystko. To nielogiczne, więc czemu trener Stawowy miałby robić w podobny sposób? Cała krytyka spadła na osoby, z którymi teraz GKS się pożegnał. Nie zostali rozliczeni ludzie, którzy przed naszym przyjściem opowiadali za transfery i wyniki, ale ci, którzy wyciągnęli ten klub z "dołka". Na przykład to nie do pomyślenia, jak zaniedbano sprawę transferu Pawła Olkowskiego. GKS mógł mieć takiego zawodnika za "czapkę gruszek", a potem sprzedać go za dobre pieniądze. A teraz nic na nim nie zarobi. Dla mnie to jest działanie na szkodę klubu i takie tematy nie powinny być zamiatane pod dywan. Ktoś powinien za to odpowiedzieć. Tak samo jak za to, że klub ma zaległości finansowe wobec wszystkich pracowników.

- Ile pieniędzy GKS jest panu winien?

- Nie mówmy o dokładnej kwocie. Chodzi o kilkumiesięczne zaległości. Liczę, że dostane te pieniądze, bo nikt nikomu nie przystawiał pistoletu do głowy i klub zgodził się na takie warunki, jakie miałem w kontrakcie. Ale kwestia zawodników nie jest jeszcze najsmutniejsza, bo przecież piłkarze zarabiają sporo, niektórzy potrafią sobie odłożyć. Jednak są w klubie ludzie, jak kierownik czy masażyści, którzy zarabiają po kilkaset złotych. Oni też mają rodziny, które muszą utrzymać, a nie dostają nawet takich pieniędzy. Tak nie może być! Ja dobrze rozumiem sytuację, jaka panuje w polskiej piłce. Dlatego nie liczę, że GKS wypłaci mi i innym ludziom związanym z klubem zaległe pieniądze już jutro. Wierzę, że zrobi to najszybciej, jak będzie mógł. Jednak jak w takiej sytuacji organizacyjnej można w ogóle mówić o ekstraklasie? To żałosne.

A co pan sądzi o atmosferze, która towarzyszyła ostatniemu waszemu meczowi w ubiegłym sezonie (z Pogonią Szczecin)?
- Dla mnie to jest skandal przez duże "S". Jak w dzisiejszych czasach można dopuścić do tego, by kibice chcieli wywieźć z klubu trenerów na taczkach? Przecież ktoś jest w nim odpowiedzialny za bezpieczeństwo. To żenujące, że do czegoś takiego doszło. Moim zdaniem ta sytuacja była starannie wyreżyserowana.

Czy po tym co się stało, chciałby pan w ogóle kontynuować karierę w Katowicach?
- Powiem szczerze, że nie wiem. Gdyby GKS chciał przedłużyć ze mną umowę, musiałbym się poważnie nad tym zastanowić. Dla mnie to skandal, że kibice gonią trenerów po klubie. Nie wiem, czy chciałbym dalej pracować w takim miejscu. To jednak nie oznacza, że źle życzę GKS-owi Katowice. Z całego serca chciałbym, żeby ten klub awansował do ekstraklasy. Będę trzymał kciuki za chłopaków.

Zgłosiły się już jakieś kluby, chętne na pana piłkarskie usługi?

- Jakieś sygnały już się pojawiają, ale konkretów jeszcze nie ma. Mam nadzieję, że wkrótce znajdę nowy klub. Wiem też, że muszę powoli myśleć o tym, co będzie ze mną po zakończeniu kariery zawodniczej. Chciałbym zostać przy piłce. Posiadam licencję trenerską UEFA A. Na początek marzy mi się pracą z młodzieżą, ale myślę, że mógłbym spróbować już zostać asystentem jakiegoś trenera w chociażby II lidze. Chciałbym poznać tą pracę od "środka". Myślę, że "trenerkę" czuję doskonale, a z zawodnikami też potrafiłbym złapać dobry kontakt.

Rozmawiał Adrian Wawrzyczek
autor: Adrian Wawrzyczek

Przeczytaj również