Tomasz Hołota: Nie wystarczy jedna dobra połowa, by wygrać

25.04.2011
Przerwa w meczu GKS-u Katowice z Ruchem Radzionków trwała nieco dłużej niż kwadrans, gdyż piłkarze z Bukowej zaszyli się w swojej szatni. - Padły ostre słowa - nie ukrywał Tomasz Hołota.
GKS przegrywał wtedy 0-1, a i tak powinien był się cieszyć. - Bo Ruch mógł prowadzić i trzema golami. Zdecydowanie przespaliśmy pierwszą połowę. Nie wystarczy rozegrać dobrze jednej odsłony, by wygrać mecz - kręcił głową Tomasz Hołota. Wojciech Stawowy wziął całą winę za ten mecz na siebie. Inna sprawa, że katowiczanie na drugą połowę wyszli odmienieni i na jej początku udowodnili, że potrafią grać na dobrym poziomie.

- Trenerowi udało się "wskrzesić" ducha w naszym zespole. Naszym największym mankamentem tej wiosny jest to, że nie potrafimy rozegrać dwóch połówek na tym samym poziomie. Niestety, tak się te mecze w tej rundzie układają, że zazwyczaj musimy gonić wynik lub drżymy o niego do końcowego gwizdka - wskazał Grzegorz Goncerz i dodał, że jedyny plus w sobotę był taki, że udało się wyrównać, a każdy z piłkarzy zebrał dzięki temu niezbędne doświadczenie.

- Potrafimy się podnosić z jednego kolana, a czasami nawet z obu. To szlifowanie charakteru, cech wolincjonalnych - przekonywał Wojciech Stawowy. Cóż z tego, skoro remis traktowany jest przy Bukowej jak strata dwóch punktów. - Musimy niewiele zmienić w naszej grze. Przede wszystkim podejść do następnego meczu "z jajami", jak na mężczyzn przystało - dodał szkoleniowiec GKS-u.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również