Test dla GieKSy. Czy wyciągnie wnioski z przeszłości?
04.09.2018
W ostatnich latach, po kolejnych nieudanych walkach o awans do ekstraklasy, przy Bukowej dochodziło do kadrowych rewolucji. W tym roku działacze przeszli samych siebie - w porównaniu do poprzednich rozgrywek w pierwszej drużynie jest aż 18 nowych piłkarzy. Logicznym jest, że potrzeba czasu, by zgrać całkowicie nowy zespół. Problem w tym, że cierpliwość to cecha, której katowiccy sternicy nie mają od dawna. Od sezonu 2007/2008, czyli od momentu powrotu do I ligi, GieKSę prowadziło - nie licząc trenerów tymczasowych - 14 szkoleniowców (w tym jeden, Piotr Piekarczyk, dwa razy). Przeważnie już pierwszy kryzys kończył się zwolnieniem - ośmiu poprzedników Jacka Paszulewicza nie wytrzymało na stanowisku pełnego sezonu.
Najdłużej przy Bukowej pracował Rafał Górak. On jednak trafił na trudne czasy, gdzie bardziej jak o awansie myślano o tym, by po prostu przetrwać. Choć paradoksalnie to ten trener był obok Jerzego Brzęczka najbliżej awansu. A raczej "awansu", który miał polegać na przejęciu licencji Polonii Warszawa i występowaniu w elicie jako KP Katowice. Sprzeciwili się takiemu pomysłowi kibice i z przejęcia nic - na szczęście - nie wyszło.
Najlepiej punktowała GieKSa Brzęczka, która była o krok awansu w 2017 roku. Po rundzie jesiennej katowiczanie byli na miejscu premiującym promocją, jednak wiosnę koncertowo spartolili i w efekcie obecny selekcjoner pożegnał się z pracą na dwie kolejki przed końcem sezonu, po wstydliwej porażce z MKS-em Kluczbork. GKS pod wodzą Brzęczka zdobył 92 punkty w 56 meczach, co daje 1,64 punktu na mecz. Jeszcze do niedawna lepszym przelicznikiem zdobyczy na jedno spotkanie mógł się pochwalić... Paszulewicz.
Przed trzema ostatnimi porażkami GKS Paszulewicza zdobywał 1,65 punktu na mecz. Po tej serii średnia spadła do 1,43 punktu na spotkanie, co jest wynikiem gorszym m.in. od Piotra Mandrysza (1,47 - drugi wynik spośród omawianych trenerów). Poprzednik obecnego szkoleniowca jest dobrym przykładem na to, że przy Bukowej brakuje cierpliwości. Latem dali Mandryszowi stworzyć nowy zespół i... odpalili go po jednej rundzie. GieKSa co prawda traciła wtedy sześć "oczek" do drugiej Odry Opole, ale jeśli spojrzymy na zespoły, które ostatecznie uzyskały awans - można dojść do wniosku, że działacze zbyt szybko pożegnali trenera. Miedź Legnica była trzy punkty przed GKS-em, a Zagłębie Sosnowiec... punkt za katowiczanami.
Paszulewicz stanął przed trudnym zadaniem. Ewidentnie szuka optymalnego zestawienia, co widać po zmianach w składzie. W okienku transferowym dostał tylu nowych piłkarzy, że mógłby tylko z nich stworzyć prawie dwie pełne "11", więc nie jest to zaskoczenie, że nie wszystko zatrybiło już od pierwszego meczu, że nie ma w tym wszystkim tak pożądanej na trybunach regularności. Przed startem sezonu wydawało się, że przy Bukowej zdają sobie sprawę ze stopnia trudności "misji awans". - Ciężko w tym momencie określić cele. Zostało kilku piłkarzy, a mamy kilkunastu nowych. Dopóki oni się nie poznają to ciężko mówić o tym, że mamy już zespół. Gdy to nastąpi określimy racjonalne cele dla zespołu - mówił dyrektor sportowy Tadeusz Bartnik.
O ile kibice w Katowicach po latach niepowodzeń mogą tracić cierpliwość, klubowym działaczom wypada wyciągać wnioski z przeszłości i... raz jeden trzymać się obranej drogi. Jeśli bowiem kolejni szkoleniowcy permanentnie nie radzą sobie w katowickich realiach, to istnieje duże prawdopodobieństwo że coś nie tak jest z realiami, a nie wciąż zmienianymi nazwiskami na trenerskim stołku.
Najdłużej przy Bukowej pracował Rafał Górak. On jednak trafił na trudne czasy, gdzie bardziej jak o awansie myślano o tym, by po prostu przetrwać. Choć paradoksalnie to ten trener był obok Jerzego Brzęczka najbliżej awansu. A raczej "awansu", który miał polegać na przejęciu licencji Polonii Warszawa i występowaniu w elicie jako KP Katowice. Sprzeciwili się takiemu pomysłowi kibice i z przejęcia nic - na szczęście - nie wyszło.
Najlepiej punktowała GieKSa Brzęczka, która była o krok awansu w 2017 roku. Po rundzie jesiennej katowiczanie byli na miejscu premiującym promocją, jednak wiosnę koncertowo spartolili i w efekcie obecny selekcjoner pożegnał się z pracą na dwie kolejki przed końcem sezonu, po wstydliwej porażce z MKS-em Kluczbork. GKS pod wodzą Brzęczka zdobył 92 punkty w 56 meczach, co daje 1,64 punktu na mecz. Jeszcze do niedawna lepszym przelicznikiem zdobyczy na jedno spotkanie mógł się pochwalić... Paszulewicz.
Przed trzema ostatnimi porażkami GKS Paszulewicza zdobywał 1,65 punktu na mecz. Po tej serii średnia spadła do 1,43 punktu na spotkanie, co jest wynikiem gorszym m.in. od Piotra Mandrysza (1,47 - drugi wynik spośród omawianych trenerów). Poprzednik obecnego szkoleniowca jest dobrym przykładem na to, że przy Bukowej brakuje cierpliwości. Latem dali Mandryszowi stworzyć nowy zespół i... odpalili go po jednej rundzie. GieKSa co prawda traciła wtedy sześć "oczek" do drugiej Odry Opole, ale jeśli spojrzymy na zespoły, które ostatecznie uzyskały awans - można dojść do wniosku, że działacze zbyt szybko pożegnali trenera. Miedź Legnica była trzy punkty przed GKS-em, a Zagłębie Sosnowiec... punkt za katowiczanami.
Paszulewicz stanął przed trudnym zadaniem. Ewidentnie szuka optymalnego zestawienia, co widać po zmianach w składzie. W okienku transferowym dostał tylu nowych piłkarzy, że mógłby tylko z nich stworzyć prawie dwie pełne "11", więc nie jest to zaskoczenie, że nie wszystko zatrybiło już od pierwszego meczu, że nie ma w tym wszystkim tak pożądanej na trybunach regularności. Przed startem sezonu wydawało się, że przy Bukowej zdają sobie sprawę ze stopnia trudności "misji awans". - Ciężko w tym momencie określić cele. Zostało kilku piłkarzy, a mamy kilkunastu nowych. Dopóki oni się nie poznają to ciężko mówić o tym, że mamy już zespół. Gdy to nastąpi określimy racjonalne cele dla zespołu - mówił dyrektor sportowy Tadeusz Bartnik.
O ile kibice w Katowicach po latach niepowodzeń mogą tracić cierpliwość, klubowym działaczom wypada wyciągać wnioski z przeszłości i... raz jeden trzymać się obranej drogi. Jeśli bowiem kolejni szkoleniowcy permanentnie nie radzą sobie w katowickich realiach, to istnieje duże prawdopodobieństwo że coś nie tak jest z realiami, a nie wciąż zmienianymi nazwiskami na trenerskim stołku.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku