Taki zawodnik to skarb, bo... nie upomina się o pieniądze

06.11.2014
Michał Krokosz gra w drużynie, która traci średnio po kilkanaście bramek na mecz, a klub - łagodnie mówiąc - ma dosyć skromny budżet. Mimo to, na każdy trening czy spotkanie przyjeżdża z uśmiechem na ustach.
Norbert Barczyk/Pressfocus
Zawodnik HC GKS-u Katowice, Michał Krokosz nie jest uzależniony tylko od hokeja. Na początku swojej kariery nie tylko trenował, ale też i studiował na katowickiej AWF. Gdy grał w Naprzodzie Janów, równocześnie pracował jako trener personalny w klubie fitness. Tam poznał ludzi, którzy prowadzą własne biznesy. W końcu i Krokosz postanowił założyć firmę - wspólnie z żoną prowadzą spółkę do obsługi transakcyjnej

- To sport sprawił, że potrafię odpowiednio zarządzać swoim czasem. W biznesie obowiązują podobne schematy i nie ma miejsca na pomyłki. Łączenie sportowej pasji i pracy sprawia, że nie mam czasu na nudę. Gdy kończę pracę, jestem szczęśliwy, że biegnę na trening lub mecz, a potem jest na odwrót - przyznaje.

Mimo że biznes idzie całkiem dobrze, to nie zamierza rezygnować z hokeja. - Jestem szczęśliwy, że mogę realizować swoje pasje. A jednocześnie jestem chyba najbardziej pożądanym hokeistą w klubie. Nie chodzę i nie biadolę o pieniądze, bo hokej nie jest moim głównym źródłem utrzymania. Mam drugą pasję, swoją pracę, która, proszę mi wierzyć, też podnosi adrenalinę - uśmiecha się Krokosz.
źródło: SPORT

Przeczytaj również