Szkoleniowiec GKS-u Tychy bierze krytykę na "klatę"

13.12.2011
Jacek Płachta nie ma ostatnio łatwego życia w Tychach. GKS zawodzi, a kibice domagają się zmiany szkoleniowca. Płachta nie zamierza rezygnować z powierzonej funkcji, bo wciąż wierzy w mistrzostwo.
- Nasze cele pozostały bez zmian: myślimy o zwycięstwie na końcu sezonu. Trzeba jednak pamiętać o tym, że inne drużyny mają takie same plany. Zespół z Sanoka ma ośmiu reprezentantów kraju, więc to nie przypadek, że jest liderem ekstraligi. O tym samym myślą Cracovia czy Oświęcim. Również Jastrzębie jest groźne dla wszystkich, o czym mogliśmy się przekonać w ostatnim, bezpośrednim spotkaniu. Graliśmy taktycznie nieźle, ale dwa drobne potknięcia sprawiły, że przegraliśmy mecz, a ja „dostałem za swoje" - mówi Płachta w rozmowie z dziennikiem "Sport".

Kibice krzyczeli "Jacek Płachta wypier...". Co na to szkoleniowiec? - Trener to taki zawód, że ciągle jest oceniany przez działaczy, dziennikarzy czy kibiców. Ci ostatni są cały sercem za zespołem, płacą bilety i oczekują  zwycięstw - odpowiada.

- Ale byłem zdziwiony, że żądali mojego odejścia, bo - jak na ironię losu - rozegraliśmy niezłe spotkanie, przegrywając je w dość niefortunnych okolicznościach. Inna sprawa, że wyniki zespołu i miejsce w tabeli na pewno nikogo nie mogą zadowolić. Wszystkie krytyczne słowa biorę na „klatę". By nie było wątpliwości: nie uciekam od odpowiedzialności, ale gdyby kibice przyszli do mnie i zaznajomili się z sytuacją w zespole, ich stanowisko być może byłoby inne. To jednak nie zmienia faktu, że na podsumowanie sezonu przyjdzie czas po jego zakończeniu - dodaje.
źródło: SportSlaski.pl / SPORT

Przeczytaj również