"Szkoda, że nie zdobyliśmy trzech punktów, bo zasłużyliśmy na nie"

24.03.2014
- Wróciliśmy mentalnie. Zwłaszcza druga połowa da nam takiego kopa, który będzie procentował w kolejnych meczach - mówi po meczu GKS-u Katowice z GKS-em Bełchatów Janusz Gancarczyk.
Łukasz Laskowski/Pressfocus
Janusz Gancarczyk był jedną z czołowych postaci wczorajszego widowiska. To on wyprowadził katowiczan na prowadzenie efektownym "szczupakiem". - Czekałem chwilę na to, czy Alexis Norambuena trąci piłkę. Nie zrobił tego, a ja już miałem myśl, by uderzyć głową - relacjonuje zawodnik GieKSy.

Gospodarze nie cieszyli się zbyt długo z prowadzenia. Goście w przeciągu kilku minut zdobyli dwie bramki. Przy obu asystował Michał Mak i przy obu nie popisał się jeden z obrońców GKS-u. - Słabo go kryliśmy. Dwa razy zakręcił Alanem Czerwińskim - przyznaje Gancarczyk.

Na szczęście dla gospodarzy drugi raz na listę strzelców wpisał się Gancarczyk, który tym razem pokonał Arkadiusza Malarza technicznym uderzeniem. - Ta druga bramka była ładniejsza. Wpadło tak, jak chciałem - uśmiecha się pomocnik, który chwilę wcześniej nie wykorzystał podobnej sytuacji. - Wtedy jednak byłem w pełnym biegu i musiałem trochę "zabiec" piłkę. Strzał nie był tak silny - porównuje.

- W drugiej połowie zdominowaliśmy Bełchatów, który jedynie starał się kontrować, co mu zresztą nie wychodziło, bo byliśmy bardzo dobrze ustawieni - komentuje Gancarczyk. - Myślę, że podziałała ostra rozmowa w przerwie. Każdy z nas uderzył się w pierś, wyciągnęliśmy wnioski i było lepiej. Szkoda, że nie zdobyliśmy trzech punktów, bo zasłużyliśmy na nie - dodaje.

- Wróciliśmy mentalnie. Zwłaszcza druga połowa da nam takiego kopa, który będzie procentował w kolejnych meczach - zapewnia Gancarczyk.
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również