Skromna wygrana na pożegnanie

03.06.2018
Łukasz Zejdler w samej końcówce spotkania strzelił gola, który dał zwycięstwo nad Górnikiem Łęczna w ostatnim spotkaniu tego sezonu. GieKSa, która nie była dzisiaj wspierana przez swoich kibiców, kończy rozgrywki na piątym miejscu.
Łukasz Laskowski/Press Focus
Do bramki GieKSy wrócił Mateusz Abramowicz, który na ostatni mecz w tym sezonie zdążył wyleczyć uraz. Do obrony wskoczył Tomasz Mokwa, dla którego znalazło się miejsce, bo za kartki nie mógł grać Kamil Słaby. Uraz wykluczył z gry Adriana Błąda, którego zastąpił Wojciech Słomka. Mimo że trybuny przy Bukowej nie były dzisiaj zamknięte decyzją wojewody czy też Komisji Ligi, to i tak "Blaszok" był pusty. Na płocie nie było flag, wisiał za to transparent: "GieKSa to klub dla piłkarzy z jajami dlatego dzisiaj żegnamy się z wami!" Do Katowic przyjechała grupa kibiców Górnika Łęczna i to tylko ich było dzisiaj słychać.

Wracający do bramki Abramowicz już na starcie popełnił fatalny błąd - chciał zablokować lecącą na aut bramkowy piłkę, jednak biegnący Patryk Szysz zdołał ją wygarnąć. Na szczęście dla katowiczan, jego złe zachowanie nie spowodowało utraty gola. Chwilę później niefortunną interwencją popisał się Sergiusz Prusak, który tak wypiąstkował piłkę, że ta spadła pod nogi Tomasza Foszmańczyka. Pomocnik, który w wyjściowym składzie znalazł się po raz pierwszy od listopada, uderzył lobem, ale trafił w poprzeczkę.

W następnej sytuacji Prusak zachował się świetnie - z trudem odbił piłkę uderzoną po raz kolejny przez Foszmańczyka. Interwencja tym bardziej zasługuje na uznanie, bo po drodze tor lotu futbolówki zmienił obrońca, który chciał zablokować strzał. Z prawej strony dobrze radził sobie Oktawian Skrzecz, który kilka razy wpadł z piłką w pole karne rywala - po jego zagraniu bardzo dobrą okazję miał Dalibor Volas, ale z kilku metrów nie trafił w bramkę.

Łęcznianie nie mieli wielu okazji do zdobycia gola, ale gdy już zaatakowali - pod bramką GieKSy nieźle się zakotłowało. Sergej Mosnikov dobrze zagrał do Jurija Wereszczaka. Jego pierwszy strzał zablokował Marcin Kamiński, a drugi zatrzymał Lukas Klemenz, ofiarną interwencją na linii bramkowej. Wydawało się, że obrońca nabawił się groźnej kontuzji kolana, na szczęście jednak wrócił na boisko.

Druga połowa zaczęła się od kolejnej zmarnowanej sytuacji Volasa - po bardzo dobrym prostopadłym podaniu Foszmańczyka napastnik strzelił prosto w bramkarza. Remis gościom nic nie dawał, dlatego trener Bogusław Baniak zdecydował się wpuścić na boisko Grzegorza Bonina, który nie był na 100% gotowy do gry. Ich gra nie wyglądała lepiej i gdyby nie słaba strzelecka forma Volasa - mecz mógł zakończyć się pewną wygraną gospodarzy. Najlepszą okazję goście mieli po rzucie wolnym, z którego nieznacznie nad poprzeczką uderzył Radosław Pruchnik. Im bliżej końca tym przewaga Górnika rosła, ale ich nieporadność w polu karnym GieKSy była ogromna. Musiało się to w końcu zemścić - i zemściło.

Na kilka minut przed końcem spotkania Adrian Frańczak bardzo dobrze zagrał na prawą stronę, gdzie w pole karne wbiegał Łukasz Zejdler, który dopiero co pojawił się na boisku. Pomocnik miał problemy z opanowaniem piłki, jednak jako że Rafał Kosznik nie potrafił interweniować - zawodnik GKS-u zdołał strzelić gola, który przypieczętował spadek Górnika do II ligi.

GKS kończy sezon na piątej pozycji. Ostatecznie katowiczanie zgromadzili 54 punkty, o dziewięć mniej od Miedzi Legnica i cztery od Zagłębia Sosnowiec.

GKS Katowice - Górnik Łęczna 1:0 (0:0)
1:0 - Zejdler, 85'

GKS: Abramowicz - Mokwa, Kamiński, Klemenz, Frańczak - Poczobut, Kalinkowski (83' Zejdler) - Skrzecz (75' Podstawa), Foszmańczyk, Słomka (90' Szczyrba) - Volas. Trener: Jacek Paszulewicz.

Górnik: Prusak - Sasin, Pruchnik, Kasperkiewicz, Kosznik - Łuszkiewicz, Sosnowski (58' Bonin) - Suchanek (71' Lebedyński), Mosnikov, Szysz - Pitry (25' Wereszczak). Trener: Bogusław Baniak.

Żółte kartki: Klemenz, Poczobut, Kamiński.
Sędziował Zbigniew Dobrynin (Łódź).
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również