Sandecja - GKS Katowice 1-0. "Efekt nowej miotły" nie zadziałał...

31.10.2014
GKS Katowice nie zdołał zdobyć choćby punktu w starciu z Sandecją Nowy Sącz. Śląski zespół w drugiej połowie stworzył kilka sytuacji, ale to nie wystarczyło na drużynę, która do tej pory była w strefie spadkowej.
gkskatowice.eu
Wydarzenie
Nieudany debiut nowego szkoleniowca. Trener Artur Skowronek nie miał zbyt wiele czasu, by wprowadzić swoje porządki w drużynie. Co prawda wprowadził kilka zmian w wyjściowym składzie, ale to i tak nie odmieniło GKS-u, który przegrał siódmy mecz w tym sezonie.

Bohater
Trzy punkty gospodarzom zapewnił Mateusz Bartków. Łukasz Grzeszczyk bardzo dobrze dośrodkował z rzutu wolnego na dalszy słupek, co wykorzystał pomocnik Sandecji. Dzięki tej wygranej, zespół z Nowego Sącza opuścił strefę spadkową.

Rozczarowanie
GieKSa po raz pierwszy od września nie strzeliła gola w meczu ligowym. Katowiczanie stwarzali mało zagrożenia pod bramką gospodarzy. Dopiero po przerwie kibice Sandecji mogli drżeć o wynik, jednak najpierw Rafał Kujawa nie wykorzystał doskonałego podania od Rafała Pietrzaka i uderzył tuż obok słupka, a chwilę później bliski zdobycia ładnej bramki z woleja był Krzysztof Bodziony, jednak świetną interwencją popisał się Łukasz Radliński.

Co ciekawego:
- Nowy szkoleniowiec dał szansę gry m.in. Jarosławowi Wieczorkowi, dla którego był to debiut w ligowym meczu GKS-u. W przerwie zmienił go Kamil Bętkowski.

- Do Nowego Sącza nie pojechał Przemysław Pitry, który w meczu z Dolcanem Ząbki nabawił się kontuzji.

- Katowiczanie niezbyt dobrze weszli w mecz. Szybko żółte kartki otrzymali Mateusz Kamiński i Krzysztof, a po dośrodkowaniu z rzutu rożnego w słupek trafił Przemysław Szarek. Na szczęście udało się przetrwać napór gospodarzy.

- Gospodarze mogli zdobyć bramkę do szatni. Dawid Szufryn zgrał głową do Mouhamadou Traore, a ten uderzył obok bramki. Chwilę później po podaniu Adriana Frańczaka z kilku metrów w bramkę nie trafił Rudolf Urban.

- Mało brakowało, by gospodarze chwilę po pierwszym golu zdobyli kolejnego - Maciej Bębenek zagrał do Mateja Nathera, a ten uderzył zaledwie kilka centymetrów obok bramki.

- W doliczonym czasie gry przed szansą na wyrównanie stanął jeszcze Grzegorz Goncerz, jednak uderzył piłkę głową prosto w bramkarza.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również