Ruch - Szachtior 1-0. Nie zasłużyli, ale wygrali również rewanż
08.07.2010
Mieli komfort psychiczny i dwubramkową zaliczkę z Karagandy, a rozpoczęli fatalnie. Defensywa Ruchu grała niepewnie tak w Karagandzie, jak również dzisiaj w Chorzowie, chociaż Waldemar Fornalik zdecydował się na zmianę. Maciej Sadlok zastąpił Piotra Stawarczyka. Młody obrońca na dzień dobry dopuścił się rażącej straty piłki na rzecz Aldina Didicia. Bośniak chybił nieznacznie. Chwilę później dwumetrowy napastnik Szachtioru znów stanął przed szansą, jednak tym razem niecelnie podawał.
- Początek mieliśmy niemrawy. Sam na siebie się zdenerwowałem - bił się w pierś Sadlok, który wraz z kolegami jeszcze przez całą pierwszą połowę miał spore problemy z rywalami z Kazachstanu. - Musimy grać mądrzej i bardziej odpowiedzialnie - podkreślił w przerwie, bo w tym momencie Szachtior mógł prowadzić. Jego zawodnicy nawet umieścili piłkę w siatce, lecz sędzia słusznie dopatrzył się pozycji spalonej Andreja Finonczenki. Bardzo groźnie uderzał także Gediminas Vicius. Krzysztof Pilarz miał szczęście, że piłka zmierzała wprost w niego.
Ruch w pierwszych 45 minutach stworzył ledwie dwie ciekawie akcje. Została ona zapoczątkowana po szybkim wyrzucie z autu. Ostatnim akcentem było podanie Łukasza Janoszki i strzał Michała Pulkowskiego. Piłka po rękawicach bramkarza minimalnie minęła słupek. Potem "Pulo" uderzył raz jeszcze. Tym razem trafił wprost w obrońcę, który zagrodził drogę do bramki. Na kolejną sytuację dziewięć tysięcy ludzi musiało trochę czekać. Ale warto było, bo Artur Sobiech wprawił ich w euforię. Całą akcję skonstruował Rafał Grodzicki, który popisał się świetną asystą.
Szachtior próbował jeszcze odmienić losy spotkania. Świetnie spisywał się jednak Pilarz, który za tydzień na Malcie będzie powstrzymywał ataki napastników klubu Valletta FC. Jeśli jego koledzy nadal będą w równie wakacyjnej formie co dzisiaj, to na brak roboty narzekał nie będzie.
Konferencja prasowa
Władimir Czeburin (trener Szachtior): Powtórzył się scenariusz z Karagandy. Nie wykorzystaliśmy dobrych okazji w pierwszej połowie. Jestem pewien, że gdybyśmy strzelili pierwszą bramkę, to byśmy ten mecz wygraliśmy. Szwankowało wykończenie akcji. Dodam, że dała się nam we znaki różnica czasu, wynosząca cztery godziny. Teraz w naszym mieście jest środek nocy.
Waldemar Fornalik (trener Ruchu): Nie był to łatwy mecz dla nas. My rozegraliśmy lepszy mecz niż w Karagandzie. Rywale mieli swoje okazje, ale to my strzeliliśmy gola i w efekcie awansowaliśmy dalej.
- Początek mieliśmy niemrawy. Sam na siebie się zdenerwowałem - bił się w pierś Sadlok, który wraz z kolegami jeszcze przez całą pierwszą połowę miał spore problemy z rywalami z Kazachstanu. - Musimy grać mądrzej i bardziej odpowiedzialnie - podkreślił w przerwie, bo w tym momencie Szachtior mógł prowadzić. Jego zawodnicy nawet umieścili piłkę w siatce, lecz sędzia słusznie dopatrzył się pozycji spalonej Andreja Finonczenki. Bardzo groźnie uderzał także Gediminas Vicius. Krzysztof Pilarz miał szczęście, że piłka zmierzała wprost w niego.
Ruch w pierwszych 45 minutach stworzył ledwie dwie ciekawie akcje. Została ona zapoczątkowana po szybkim wyrzucie z autu. Ostatnim akcentem było podanie Łukasza Janoszki i strzał Michała Pulkowskiego. Piłka po rękawicach bramkarza minimalnie minęła słupek. Potem "Pulo" uderzył raz jeszcze. Tym razem trafił wprost w obrońcę, który zagrodził drogę do bramki. Na kolejną sytuację dziewięć tysięcy ludzi musiało trochę czekać. Ale warto było, bo Artur Sobiech wprawił ich w euforię. Całą akcję skonstruował Rafał Grodzicki, który popisał się świetną asystą.
Szachtior próbował jeszcze odmienić losy spotkania. Świetnie spisywał się jednak Pilarz, który za tydzień na Malcie będzie powstrzymywał ataki napastników klubu Valletta FC. Jeśli jego koledzy nadal będą w równie wakacyjnej formie co dzisiaj, to na brak roboty narzekał nie będzie.
Konferencja prasowa
Władimir Czeburin (trener Szachtior): Powtórzył się scenariusz z Karagandy. Nie wykorzystaliśmy dobrych okazji w pierwszej połowie. Jestem pewien, że gdybyśmy strzelili pierwszą bramkę, to byśmy ten mecz wygraliśmy. Szwankowało wykończenie akcji. Dodam, że dała się nam we znaki różnica czasu, wynosząca cztery godziny. Teraz w naszym mieście jest środek nocy.
Waldemar Fornalik (trener Ruchu): Nie był to łatwy mecz dla nas. My rozegraliśmy lepszy mecz niż w Karagandzie. Rywale mieli swoje okazje, ale to my strzeliliśmy gola i w efekcie awansowaliśmy dalej.
Polecane