Ruch - Pogoń 1-1. "Niebiescy" oddalili się od finału przez bramkę życia

06.04.2010
Niebywałe! Chorzowski Ruch dominował przez całe 90 minut i brak palców jednej ręki, aby policzyć jego wyborne sytuacje bramkowe. - Zmarnowane okazje się mszczą - westchnął Rafał Grodzicki.
Kluczowym momentem spotkania okazało się zejście z boiska Marcina Zająca. Doświadczony piłkarz doznał kontuzji stawu skokowego. Jego miejsce zajął Arkadiusz Piech. Był bardzo aktywny, ale jeszcze przed przerwą zmarnował pierwszą wymarzoną szansę. Dobijał Michał Pulkowski, lecz fantastycznie nie jedyny raz w tym spotkaniu interweniował Radosław Janukiewicz. - Bramkarz Pogoni był bohaterem swojego zespołu - przyznał Artur Sobiech, który w końcu znalazł sposób i wpakował piłkę do bramki zespołu ze Szczecina. Wydawało się, że Ruchowi udało się rozkruszyć defensywę I-ligowca.

- Pogoń zagrała bardzo mądrze i solidnie w obronie. Ustawiła się głęboko i czyhała na kontry - mówił Rafał Grodzicki. Na co dzień to Pogoń jest stroną atakującą w I lidze. - Dzisiaj przyjęliśmy wariant z kontrowaniem. Co tu dużo mówić, polskie zespoły w ataku pozycyjnym, poza Lechem i Wisłą, po prostu się męczą - wskazał Piotr Mandrysz, do czego ustosunkował się Waldemar Fornalik. - A my jednak stworzyliśmy sobie 3-4 okazje, po których muszą paść bramki. Stało się inaczej. To na ogół piękno futbolu. Tyle że dla nas nie było ono dzisiaj przyjemne - stwierdził trener "Niebieskich".

Swoje kolejne szanse miał w drugiej odsłonie Piech. Kibice Ruchu widzieli piłkę w siatce, a jednak rezerwowy napastnik zawodził. - Jestem na siebie zły. Chciałem pomóc zespołowi w odniesieniu zwycięstwa. Najpierw trafiłem wprost w bramkarza, choć leżał. A w tej drugiej sytuacji powinienem był puścić piłkę, bo Artur Sobiech miałby pustą bramkę - bił się w pierś.

- To już drugi taki nasz mecz, bo ze Śląskiem było przecież podobnie - przypomniał Grodzicki, który wraz z kolegami z defensywy na moment odpuścił Macieja Mysiaka i stało się... - Przyjąłem i bez namysłu uderzyłem. Piłka odbiła się od poprzeczki i co prawda nie wpadła do siatki, ale najważniejsze, że linię bramkową przekroczyła. Czy to moja bramka życia? Chyba tak - cieszył się pomocnik Pogoni.

To był jedyny groźny strzał gości po przerwie! - Jeśli suma szczęścia i pecha równa się zero, to być może w Szczecinie awansujemy do finału. Niemniej ten wynik diametralnie zmienia to, co będzie się działo w rewanżu. Pogoń przegrywając u nas 0-1 musiałaby atakować, a tak pewnie znów będzie grała z kontry. Nasza sytuacja pogorszyła się, ale nie jest beznadziejna - zaznaczył Waldemar Fornalik.

- Przed nami jeszcze druga połowa tego meczu - dodał z optymizmem Grodzicki.

Konferencja prasowa

Piotr Mandrysz (trener Pogoni): Swoją postawą wstydu nie przynieśliśmy. Zremisowaliśmy bramkowo, co jest lepszym wynikiem niż 0-0. Pamiętamy jednak, że są dwa mecze. Czeka nas w Szczecinie trudna przeprawa. Faworytem nadal jest Ruch.

Waldemar Fornalik (trener Ruchu): Rewanż powinien być, jeśli nie formalnością, to meczem na który mogliśmy jechać ze spokojem. Gorzej byłoby, gdybyśmy nie mieli tych sytuacji. Nie załamujemy rąk.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również