Ruch - Legia 1-0. Chorzowianie w finale! Zobacz bramkę!
07.05.2009
Lepiej tego meczu "Niebiescy" rozpocząć nie mogli! W pierwszej akcji spotkania w znakomitej sytuacji znalazł się Balaż, który minął Muchę i umieścił piłkę w bramce. Z interwencją spóźnił się Kumbev i jasne było, że w Chorzowie dogrywki nie będzie. - Nie mogłem spudłować! Początkowo chciałem lobować bramkarza, ale zdecydowałem się na minięcie. Kąt był ostry, ale udało się - powiedział uradowany strzelec.
Uskrzydleni dopingiem swoich fanów i... chyba lekko zaskoczeni takim obrotem sprawy gospodarze, grali otwarty futbol i próbowali dobić rywala. A Legia? Bez narzekającego na uraz kolana Chinyamy w pierwszej części gry niewiele mogła zdziałać. Dwa celne strzały w sam środek bramki nie były w stanie zaskoczyć Pilarza.
Chorzowianie prezentowali się o niebo lepiej na tle pretendenta do mistrzowskiego tytułu. Ba, tuż przed gwizdkiem oznaczającym przerwę dwa razy mogli ziścić życzenie swoich fanów, którzy domagali się jeszcze jednej bramki. Legia tylko dzięki swojemu golkiperowi nie straciła gola. Mucha najpierw fantastycznie obronił próbę Domżalskiego, a później wyszedł z opresji po uderzeniu Pulkowskiego.
Po przerwie obraz gry nie zmienił się. Trener Legii postawił wszystko na jedną kartę, wprowadzając Chinyamę. "Niedysponowany" reprezentant Zimbabwe okazał się... najlepszym zawodnikiem swojej drużyny, co obrazuje siłę uderzeniową warszawskiej ekipy. Nawet on nie znalazł jednak sposobu na dobrze spisującego się Pilarza. - Nie był aż taki straszny - uśmiechał się Rafał Grodzicki, obrońca Ruchu. - Spore zamieszanie siał również Rocki, ale i z nim sobie poradziliśmy - dodał.
Miejscowi także mieli swoje szanse, ale skupieni byli raczej na obronie dostępu do własnej bramki. Najbliższy szczęścia był Brzyski, jednak po jego strzale z rzutu wolnego futbolówka poszybowała minimalnie nad poprzeczką.
Uskrzydleni dopingiem swoich fanów i... chyba lekko zaskoczeni takim obrotem sprawy gospodarze, grali otwarty futbol i próbowali dobić rywala. A Legia? Bez narzekającego na uraz kolana Chinyamy w pierwszej części gry niewiele mogła zdziałać. Dwa celne strzały w sam środek bramki nie były w stanie zaskoczyć Pilarza.
Chorzowianie prezentowali się o niebo lepiej na tle pretendenta do mistrzowskiego tytułu. Ba, tuż przed gwizdkiem oznaczającym przerwę dwa razy mogli ziścić życzenie swoich fanów, którzy domagali się jeszcze jednej bramki. Legia tylko dzięki swojemu golkiperowi nie straciła gola. Mucha najpierw fantastycznie obronił próbę Domżalskiego, a później wyszedł z opresji po uderzeniu Pulkowskiego.
Po przerwie obraz gry nie zmienił się. Trener Legii postawił wszystko na jedną kartę, wprowadzając Chinyamę. "Niedysponowany" reprezentant Zimbabwe okazał się... najlepszym zawodnikiem swojej drużyny, co obrazuje siłę uderzeniową warszawskiej ekipy. Nawet on nie znalazł jednak sposobu na dobrze spisującego się Pilarza. - Nie był aż taki straszny - uśmiechał się Rafał Grodzicki, obrońca Ruchu. - Spore zamieszanie siał również Rocki, ale i z nim sobie poradziliśmy - dodał.
Miejscowi także mieli swoje szanse, ale skupieni byli raczej na obronie dostępu do własnej bramki. Najbliższy szczęścia był Brzyski, jednak po jego strzale z rzutu wolnego futbolówka poszybowała minimalnie nad poprzeczką.
Legioniści kończyli mecz w osłabieniu. Za niesportowe zachowanie w ciągu minuty popularny "Rocky" otrzymał dwie żółte kartki. Po ostatnim gwizdku radości w obozie chorzowian nie było końca!
Pod szatniami
[b]Krzysztof Pilarz[/b] (bramkarz Ruchu): Mimo przeciwności losu, forma rośnie. Chcieliśmy zagrać dla naszych kibiców. Mamy nadzieję, że dobra postawa przełoży się również na mecze ligowe.
[b]Maciej Iwański[/b] (pomocnik Legii): Przyjechaliśmy po awans. Szybko stracona bramka podcięła skrzydła. Mieliśmy kilka okazji do zdobycia gola, ale brakowało szczęścia. Świetne zawody rozegrał Pilarz. Pozostała nam walka o tytuł mistrzowski.
Konferencja prasowa
[b]Jan Urban [/b](trener Legii): Gratuluję Ruchowi awansu. Zwycięstwa w obu meczach mówią same za siebie. Nie chcieliśmy przede wszystkim dogrywki. Stracona po "frajersku" bramka nie zmieniła naszej taktyki. Gdybyśmy strzelili gola, moglibyśmy pokusić się o finał.
[b]Waldemar Fornalik [/b](trener Ruchu): Pomimo wygranej w Warszawie, nie byliśmy dzisiaj faworytem. Moja drużyna zagrała z dużym zaangażowaniem. Po przerwie musieliśmy się niesamowicie napracować, aby odnieść końcowy sukces. Mimo problemów, nie trzeba było mobilizować piłkarzy. Skupili się wyłącznie na grze.
Pod szatniami
[b]Krzysztof Pilarz[/b] (bramkarz Ruchu): Mimo przeciwności losu, forma rośnie. Chcieliśmy zagrać dla naszych kibiców. Mamy nadzieję, że dobra postawa przełoży się również na mecze ligowe.
[b]Maciej Iwański[/b] (pomocnik Legii): Przyjechaliśmy po awans. Szybko stracona bramka podcięła skrzydła. Mieliśmy kilka okazji do zdobycia gola, ale brakowało szczęścia. Świetne zawody rozegrał Pilarz. Pozostała nam walka o tytuł mistrzowski.
Konferencja prasowa
[b]Jan Urban [/b](trener Legii): Gratuluję Ruchowi awansu. Zwycięstwa w obu meczach mówią same za siebie. Nie chcieliśmy przede wszystkim dogrywki. Stracona po "frajersku" bramka nie zmieniła naszej taktyki. Gdybyśmy strzelili gola, moglibyśmy pokusić się o finał.
[b]Waldemar Fornalik [/b](trener Ruchu): Pomimo wygranej w Warszawie, nie byliśmy dzisiaj faworytem. Moja drużyna zagrała z dużym zaangażowaniem. Po przerwie musieliśmy się niesamowicie napracować, aby odnieść końcowy sukces. Mimo problemów, nie trzeba było mobilizować piłkarzy. Skupili się wyłącznie na grze.
Polecane