Ruch - Austria 1-3. Goście nie spodziewali się, że będzie tak łatwo

29.07.2010
Prowadzeniem cieszyli się ledwie trzy minuty. Potem strzelała tylko Austria. - Na dziś to po prostu drużyna lepsza od Ruchu Chorzów - nie krył Wojciech Grzyb. Losy awansu są niemal przesądzone.
Schodzili z boiska ze smutnymi minami, choć rozpoczęli od precyzyjnego ciosu. Daleki wyrzut z autu w pole karne, Łukasz Janoszka przytomnie zgrał piłkę do Michała Pulkowskiego, który uderzył nie do obrony. Cicha oszalała. - Zaczęło się wyśmienicie, ale paradoksalnie - mimo bramki - nie weszliśmy dobrze w ten mecz. Nie byliśmy należycie zdyscyplinowani. Austria przeważała i stwarzała sobie sytuacje - przyznał autor bramki. Gol Ruchu tylko rozdrażnił gości z Wiednia. Od razu podkręcili tempo i ruszyli do odrabiania strat. - Trener krzyczał, aby uspokoić grę, ale przy tak głośnym dopingu nie do wszystkich jego apele dotarły. Linz urwał się i pokazał klasę - chwalił Austriaka Wojciech Grzyb.

Ładną asystę zapisał Zlatko Junuzović, jeden z najlepszych na boisku tego dnia. Austria atakowała jeszcze przez kilkanaście minut. Wreszcie "Niebiescy" na krótki okres opanowali sytuację. Najpierw Pulkowski podał do Grzyba, a ten od razu wrzucił do Sebastiana Olszara. Napastnikowi pozyskanemu z Piasta zabrakło centymetrów. Chwilę później pod bramką Austrii dryblował... Rafał Grodzicki. Środkowy obrońca robił to tak umiejętnie, że wyłożył piłkę na piąty metr Arturowi Sobiechowi. To nie był jednak dzień tego 20-latka. Nie zdołał trafić piłki, zaś później na ogół pudłował.

- To były dwie wyśmienite okazje. Choć Austria do tego momentu była częściej przy piłce, to tak dobrych sytuacji sobie nie stworzyła - kręcił głową Pulkowski. Niepocieszony był też Grzyb. - Minimalnie mijaliśmy się z piłką. Życie lubi płatać figle. My nie objęliśmy prowadzenia przed przerwą, więc uczynili to rywale po stałym fragmencie gry - westchnął.

Błąd popełnił Krzysztof Pilarz. Początkowo wyszedł do dośrodkowania na długi słupek, a potem stanął i tylko uniósł ręce. Zostawił puste pół bramki, co skrzętnie wykorzystał Peter Hlinka. Nie najlepiej w tej sytuacji spisał się też Marcin Malinowski, zastępujący Gabora Strakę w środku pola. Co tu dużo mówić, "Malina" robił co mógł, ale brak Słowaka i tak był widoczny.

- Brakowało nam świeżości. Rywale byli o ten jeden krok przed nami. Nie chcę się usprawiedliwiać, ale Austriacy grają już w lidze, a trzech tygodni różnicy w treningach nie da się oszukać. Kto gra w piłkę, ten o tym dobrze wie - przekonywał Sebastian Olszar.

"Niebieskich" dobił Tomas Jun, bo okazji oko w oko z Pilarzem nie mógł zmarnować. Błędy popełniła cała defensywa. - Jeżeli traci się takie bramki z tak dobrą drużyną, to trudno myśleć o korzystnym wyniku - skwitował trener Waldemar Fornalik. Jego kolega po fachu już spokojnie myśli o czwartej rundzie eliminacji. - Jestem zaskoczony, że poszło tak łatwo - przyznał Karl Daxbacher.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również