Rocki strzelił gola z wolnego, bo... pozazdrościł "Belowi"
15.08.2011
Strzeliłeś "GieKSie" pięknego gola z rzutu wolnego. Szykowałeś się na taką okazję?
- "Belowi" troszeczkę zazdrościłem, bo ostatnio ładną bramkę strzelił. Trenowaliśmy ostatnio stałe fragmenty gry - ja czy Adam Giesa. Akurat ja podszedłem do piłki i fajnie, że ta bramka wpadła, chociaż szkoda, że nie była ona zwycięska.
Zwłaszcza, że katowiczan mieliście już podanych na tacy…
- Prowadziliśmy 2-0, a mogliśmy strzelić trzecią bramkę. Wtedy "GieKSa" już by się nie podniosła. A tak po naszym błędzie dostała swoją szansę - rzut karny i straciliśmy zawodnika. Praktycznie wszystko się wyrównało. Nasi rywale dostali wiatr w plecy i doprowadzili do remisu. Przynajmniej mecz mógł się podobać…
Taniec radości po zdobytym golu to była jakaś zaplanowana "cieszynka" czy spontaniczna reakcja?
- Spontaniczna. Takiej bramki nie strzela się co mecz. Poza tym cieszę się, że strzeliłem ją akurat po tej stronie boiska, gdzie siedzieli nasi kibice. To była dla nich taka motywacja, by byli naszym dwunastym zawodnikiem. Dziękujemy im za wsparcie.
Można powiedzieć, że tą bramką znów podpadłeś katowickim kibicom.
- (śmiech) Ja myślę, że nigdy nikomu nie podpadłem. A jeśli skandują moje nazwisko, to znaczy, że nie jestem przypadkowym piłkarzem... Myślę, że pewien okres już się skończył i nie ma co wracać do tego niepotrzebnego zajścia z przeszłości. Dla mnie ten temat był zawsze zamknięty. Po prostu jestem takim zawodnikiem, że zawsze bronię barw tego klubu, w który gram. To jest dla mnie najważniejsze. A to, że strzeliłem gola akurat GKS-owi? To tylko kolejna bramka dopisana do zeszytu, coś co można potem pokazać synom.
Po końcowym gwizdku to "GieKSa" miała więcej powodów do zadowolenia niż wy?
- Chcieliśmy zapunktować w derbach. One miały dla nas podwójny "smaczek", ze względu na trenera, piłkarzy, którzy kiedyś tutaj grali. A tak z remisu u siebie nie można być zadowolonym. W lidze mamy teraz trudny wyjazd (Ruch zagra z Zawiszą Bydgoszcz - dop. red.) i po zwycięstwie na pewno łatwiej by się nam na niego jechało. Z drugiej strony GKS w końcówce strzelił w słupek, a nie wiem też, czy nie było rzutu karnego dla gości na początku meczu. Myślę, że po końcowym gwizdku obie drużyny mogły być zadowolone, choć odczuwały niedosyt.
- "Belowi" troszeczkę zazdrościłem, bo ostatnio ładną bramkę strzelił. Trenowaliśmy ostatnio stałe fragmenty gry - ja czy Adam Giesa. Akurat ja podszedłem do piłki i fajnie, że ta bramka wpadła, chociaż szkoda, że nie była ona zwycięska.
Zwłaszcza, że katowiczan mieliście już podanych na tacy…
- Prowadziliśmy 2-0, a mogliśmy strzelić trzecią bramkę. Wtedy "GieKSa" już by się nie podniosła. A tak po naszym błędzie dostała swoją szansę - rzut karny i straciliśmy zawodnika. Praktycznie wszystko się wyrównało. Nasi rywale dostali wiatr w plecy i doprowadzili do remisu. Przynajmniej mecz mógł się podobać…
Taniec radości po zdobytym golu to była jakaś zaplanowana "cieszynka" czy spontaniczna reakcja?
- Spontaniczna. Takiej bramki nie strzela się co mecz. Poza tym cieszę się, że strzeliłem ją akurat po tej stronie boiska, gdzie siedzieli nasi kibice. To była dla nich taka motywacja, by byli naszym dwunastym zawodnikiem. Dziękujemy im za wsparcie.
Można powiedzieć, że tą bramką znów podpadłeś katowickim kibicom.
- (śmiech) Ja myślę, że nigdy nikomu nie podpadłem. A jeśli skandują moje nazwisko, to znaczy, że nie jestem przypadkowym piłkarzem... Myślę, że pewien okres już się skończył i nie ma co wracać do tego niepotrzebnego zajścia z przeszłości. Dla mnie ten temat był zawsze zamknięty. Po prostu jestem takim zawodnikiem, że zawsze bronię barw tego klubu, w który gram. To jest dla mnie najważniejsze. A to, że strzeliłem gola akurat GKS-owi? To tylko kolejna bramka dopisana do zeszytu, coś co można potem pokazać synom.
Po końcowym gwizdku to "GieKSa" miała więcej powodów do zadowolenia niż wy?
- Chcieliśmy zapunktować w derbach. One miały dla nas podwójny "smaczek", ze względu na trenera, piłkarzy, którzy kiedyś tutaj grali. A tak z remisu u siebie nie można być zadowolonym. W lidze mamy teraz trudny wyjazd (Ruch zagra z Zawiszą Bydgoszcz - dop. red.) i po zwycięstwie na pewno łatwiej by się nam na niego jechało. Z drugiej strony GKS w końcówce strzelił w słupek, a nie wiem też, czy nie było rzutu karnego dla gości na początku meczu. Myślę, że po końcowym gwizdku obie drużyny mogły być zadowolone, choć odczuwały niedosyt.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku