Robert Moskal: Tylko tacy zawodnicy chcieli przyjść do GKS-u Katowice

23.05.2010
- W zimie kleiliśmy skład z piłkarzy, którzy w swoich klubach borykali się z kontuzjami. Dlatego można się było spodziewać, że u nas urazy też ich dopadną - mówi szkoleniowiec zespołu z Bukowej.
Mało kto pamięta, ale na zakończenie 2009 roku GKS Katowice miał najwięcej bramek w całej I lidze... Dzisiaj z tej siły ognia pozostały już tylko iskierki i rażąca statystyka: w trzech ostatnich meczach GieKSa nie trafiła ani razu. - Zwróćmy jednak uwagę na kilka spraw. Mierząc się z Widzewem, bardzo trudno o dogodne sytuacje. W rywalizacji z GKP musieliśmy sobie radzić najpierw w dziesiątkę, a później już w dziewiątkę. Siły nie były równe. Wczoraj z kolei Bartłomiej Dudzic miał wymarzoną okazję, ale jej nie wykorzystał - wylicza trener Robert Moskal.

Jako najważniejszy powód strzeleckiej niemocy wskazuje jednak to, co działo się na Bukowej w zimie. - Z tego zespołu odeszła wtedy praktycznie cała ofensywa. Mówimy o piłkarzach, którzy zdobyli jesienią 24 gole (Krzysztof Kaliciak, Bartosz Iwan, Grzegorz Goncerz i Grażvydas Mikulenas - przyp. red.) - zauważa. Nie pozostało mu wtedy nic innego, jak szukać nowych twarzy. Znalazł ich w osobach graczy niechcianych w innych klubach. Problem w tym, że dwóch z nich - Tomasz Owczarek i Paweł Buśkiewicz - dopadły kontuzje...

- Można się było spodziewać takiego scenariusza, bo w swoich klubach borykali się z urazami. Inna sprawa, że nie mieliśmy wyboru, bo nie było pieniędzy. Tylko oni chcieli do nas przyjść - tłumaczy Moskal. Jakby tego było mało, ostatnio nie może też korzystać z Tomasza Hołoty, przebywającego na zgrupowaniu kadry U-19, Piotra Plewnię czeka operacja przepukliny, a Adrian Napierała w ogóle gra z dwiema kontuzjami.

- Gdy z przodu miałem Buśkiewicza i Dudzica, a w pomocy Plewnię, Hołotę i Owczarka, to sytuacji bramkowych stwarzaliśmy sobie bardzo dużo - trener ekipy z Bukowej rozkłada ręce.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również