Remisu z Łęczną nie traktują jak porażki
23.08.2009
Przed meczem, wszyscy spodziewali się, że GieKSa pewnie zainkasuje trzy punkty. I choć w przekroju całego pojedynku, to katowiczanie byli minimalnie lepsi, to jednak ostatecznie oba zespoły podzieliły się punktami. - Remisu nie traktuję w kategoriach porażki, bo zespół zagrał ambitnie i z dużą wolą walki. Nie zawsze jednak można zainkasować komplet punktów - tłumaczy Nawałka.
Od samego początku meczu było widać, że gospodarze przede wszystkim nie chcą popełnić błędów z Zabrza i stracić gola po kontrach. GKS, nawet atakując, pamiętał o zabezpieczeniu tyłów. - Bilans pomiędzy ofensywą, a defensywą musiał zostać zachowany. Łęczna ma szybkich zawodników, jak Nakoulma czy Nazaruk, a to mogło spowodować niepotrzebną utratę bramki - wyjaśnia szkoleniowiec katowiczan. Tak więc receptą na zdobycie gola (mecz toczył się przy rzęsiście padającym deszczu), miały być strzały z dystansu. - Oddaliśmy tylko dwie takie próby, a trener uczulał nas, by starać się strzelać jak najczęściej - mówi Bartosz Iwan. Dodajmy jednak, że jedno z tych uderzeń, w ostatniej minucie spotkania, w wykonaniu Kamila Cholerzyńskiego, o mały włos nie przyniosło skutku.
GieKSa kompletu punktów nie zdobyła, ale jej piłkarze walczyli o każdą piłkę, co spotkało się z uznaniem ze strony jej kibiców. Ci, praktycznie przez całe spotkanie, żywiołowo dopingowali "swoich" zawodników. - Jestem pełen uznania dla fanów z "Blaszoka". Nawet, gdy drużynie nie szło, oni dopingiem powodowali, że zespół ponownie nabierał wiatru w żagle - podkreśla trener katowiczan.
Od samego początku meczu było widać, że gospodarze przede wszystkim nie chcą popełnić błędów z Zabrza i stracić gola po kontrach. GKS, nawet atakując, pamiętał o zabezpieczeniu tyłów. - Bilans pomiędzy ofensywą, a defensywą musiał zostać zachowany. Łęczna ma szybkich zawodników, jak Nakoulma czy Nazaruk, a to mogło spowodować niepotrzebną utratę bramki - wyjaśnia szkoleniowiec katowiczan. Tak więc receptą na zdobycie gola (mecz toczył się przy rzęsiście padającym deszczu), miały być strzały z dystansu. - Oddaliśmy tylko dwie takie próby, a trener uczulał nas, by starać się strzelać jak najczęściej - mówi Bartosz Iwan. Dodajmy jednak, że jedno z tych uderzeń, w ostatniej minucie spotkania, w wykonaniu Kamila Cholerzyńskiego, o mały włos nie przyniosło skutku.
GieKSa kompletu punktów nie zdobyła, ale jej piłkarze walczyli o każdą piłkę, co spotkało się z uznaniem ze strony jej kibiców. Ci, praktycznie przez całe spotkanie, żywiołowo dopingowali "swoich" zawodników. - Jestem pełen uznania dla fanów z "Blaszoka". Nawet, gdy drużynie nie szło, oni dopingiem powodowali, że zespół ponownie nabierał wiatru w żagle - podkreśla trener katowiczan.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku