Rafał Górak: O wyniku na boisku decydują detale

14.04.2013
Po czwarty w rundzie wiosennej komplet punktów sięgnął w meczu z Zawiszą Bydgoszcz GKS Katowice. Po końcowym gwizdku sędziego trener Rafał Górak przekonywał, że kluczem do sukcesu była dyscyplina taktyczna.
Potyczka z Zawiszą Bydgoszcz miała pokazać, w którym miejscu znajduje się obecnie GKS Katowice. Drużyna z Bukowej sięgnęła po zasłużony komplet punktów, a jedyną bramkę zdobył Mateusz Kamiński, wykorzystując dogranie Sławomira Dudy z rzutu rożnego.

- Wiedzieliśmy kto do nas przyjeżdża i jakimi atutami dysponuje drużyna z Bydgoszczy. Ten mecz jest dla mnie jasnym sygnałem, że moja drużyna jest w stanie z każdym walczyć w tej lidze jak równy z równym. Nie będę nikogo indywidualnie wyróżniał. Wygrała ten mecz cała drużyna GKS-u Katowice i wszystkim chłopakom należą się słowa uznania - przekonuje Rafał Górak, szkoleniowiec katowiczan.

GieKSie w końcówce sprzyjało szczęście, kiedy po strzale Mateja Nathera piłka zatrzymała się na poprzeczce bramki Łukasza Budziłka. - Nie będę się z nikim szafował komu bardziej sprzyjało szczęście, a komu do szczęścia zabrakło centymetrów. Piłka ma to do siebie, że na boisku decydują detale. My zagraliśmy z Zawiszą jak równy z równym i z tego powinniśmy się cieszyć zamiast doszukiwać się dziury w całym - podkreśla trener śląskiej drużyny.

- Graliśmy z rywalem, który jest bliski osiągnięcia swojego upragnionego celu. Jestem przekonany, że Zawiszy ta porażka w drodze do ekstraklasy nie przeszkodzi. Przede wszystkim jestem jednak dumny z postawy swoich chłopaków, którzy w tym meczu zagrali na maksimum swoich możliwości, choć ze składu wypadł nam Przemek Pitry, który jest niezwykle ważnym ogniwem naszego zespołu. Poradziliśmy sobie z tym i to jest istotne - wskazuje Górak.

Zdanie trenera GieKSy podzielał opiekun Zawiszy. - Na boisku walczyły dwa zespoły. Przegrał ten, który popełnił jeden błąd więcej. Zawaliliśmy w kryciu przy stałym fragmencie gry i z tego powodu straciliśmy bramkę. Wielkiego grania z naszej strony nie było. Nie ma co po tym meczu wzdychać. Trzeba wziąć się do roboty - puentuje Jurij Szatałow, trener bydgoskiej drużyny.
autor: Marcin Ziach

Przeczytaj również