Rafał Górak: Jeśli kibice pozwolą, pójdę na "Blaszok" (wywiad)
10.09.2013
Jak się dziś czuje Rafał Górak? Emocje po rozstaniu z GieKSą już opadły?
- (śmiech) Tak, już jest wszystko w porządku.
Jak zatem minęło Panu ostatnich kilkanaście dni?
- Przeznaczyłem je dla rodziny. Przez ostatni czas, kiedy pracowałem w Katowicach, nie mogłem jej poświęcić tak wiele czasu jak bym chciał. Teraz mam go trochę więcej, więc nadrabiam zaległości.
Na Bukową i na wszystko co się dzieje w klubie dalej spogląda Pan z nostalgią?
- Oczywiście i tak będzie jeszcze bardzo długo.
Z boku łatwiej dopatrzyć się przyczyn dołka, w jaki drużyna wpadła? Efekt "nowej miotły" póki co nie pomógł...
- Będzie dobrze. Proszę zauważyć, że trener Moskal przejął drużynę, która - licząc mecze pucharowe - cztery razy wygrała, raz zremisowała i dwa przegrała. Wydaje mi się, że wiele zespołów jest w większym dołku i w trudniejszej sytuacji niż GKS Katowice. Sytuacja GKS-u nie jest taka zła, jak to dookoła stwierdzono. Drużyna jest w 1/8 finału Pucharu Polski, a w lidze ma siedem punktów na koncie, mając do rozegrania jeden mecz mniej. Teraz ma trzy spotkania u siebie i jestem przekonany, że będzie w porządku.
Najbliższe trzy kolejki, które GKS rozegra przy Bukowej są szansą, żeby drużyna odbiła się w górę stawki.
- To jest proste. Jak się wygrywa, to się zdobywa punkty i pnie się w tabeli. Szkopuł w tym, żeby te mecze wygrywać. To jest najważniejszy punkt programu.
Czuje się Pan ofiarą rozbudzonych apetytów wokół klubu? Mówiono o wysokich celach, a jak na starcie nie poszło, to poleciała głowa trenera.
- Nie czuję się ofiarą. Myślę, że moja praca została w jakiś sposób doceniona przez kibiców i ludzi, którzy GKS-owi życzyli dobrze. Taka była wizja prezesa i trzeba ją uszanować. Ja też nie chciałem jakichś tam emocji rozbudzać i wychodzić przeciwko klubowi. Przez dwa lata robiłem wszystko, żeby drużyna się trzymała i grała jak najlepiej. Nie chciałem się bawić w jakieś ultimatum, bo jak się ono może skończyć świadczy przykład trenera Ulatowskiego w Miedzi. Miał mieć trzy mecze na wyjście z dna tabeli, a jednak, po pierwszym przegranym, trenera zwolnili. Dla mnie najważniejsze jest zaufanie. Jeśli ono jest, to pracujemy i robimy wszystko co w naszej mocy, żeby było dobrze. W GKS-ie gdzieś się ono lekko zachwiało, podaliśmy sobie z prezesem przyjacielsko dłoń i mam nadzieję, że będzie dobrze. Drużyna na pewno wyjdzie na prostą, a Rafał Górak też sobie da radę.
Krótko po zwolnieniu mówił Pan, że czuje Pan żal, że po 90 minutach w Bełchatowie wszystko prysło.
- Ja jak najbardziej czuję żal, że nie pracuję już w GKS-ie. Prowadziłem tę drużynę w najtrudniejszym momencie i wydaje mi się, że zrobiłem bardzo dużo, żeby drużynę przygotować do ataku na ekstraklasę. Na pewno jest mi z tym ciężko i jeszcze długo łatwo mi nie będzie. Żal czuję, że nie jestem trenerem GKS-u Katowice, a nie żal do kogoś. Z prezesem Cyganem będę żył w dobrych relacjach i być może się jeszcze kiedyś na tej drodze spotkamy.
Spotkać się z Panem i Robertem Góralczykiem chciał trener Kazimierz Moskal. Do spotkania doszło?
- Bardzo miło było ze strony trenera Moskala, że zadzwonił do mnie i poprosił o takie spotkanie. Odbyło się ono i w fajnej atmosferze pogadaliśmy przez 45 minut i wystarczyło
Jakieś konkluzje w trakcie spotkania się pojawiły?
- Nie, bo nie o to w tym wszystkim chodzi. Kluczowe są dobre relacje, które powinny być budowane między trenerami. Dla mnie to bardzo ważne i jeśli będę kiedyś w podobnej sytuacji do trenera Moskala, to uczynię podobnie. Moim zdaniem tak powinni trenerzy postępować i tak żyć.
Telefony z propozycjami pracy już się rozdzwoniły czy na razie na rynku panuje posucha?
- Nie odbierałem żadnych telefonów. Pierwszy odebrałem od pana, bo trochę zaskoczył mnie pan porą.
Spodziewał się pan telefonu od kogoś innego?
- Nie, na ten moment nie spodziewam się telefonu znikąd.
W I lidze Miedź pozostaje bez trenera. Jeśli wyniki nie ulegną zmianie, to nastąpi ona też w GKS-ie Tychy. Pan akurat w tym ostatnim klubie pracował.
- Ale to nic nie zmienia. Ja absolutnie bym się nie kojarzył z tymi klubami. Na ten moment nie ma żadnego tematu. Kiedy pojawi się jakaś oferta, to na pewno będę chciał ją rozważyć. Po to trener pracuje w tym zawodzie, żeby nad każdą ofertą się pochylić.
Na Bukowej się Pan w tym sezonie pojawi?
- Dobre pytanie... Na pewno bardzo bym chciał. Jeśli pozwoli mi na to czas, to będę chciał wpaść na któryś z najbliższych meczów. Z drugiej strony ja mecze GKS-u Katowice traktuję bardzo emocjonalnie. Oglądałem te, które drużyna rozgrywała po moim odejściu i przeżywałem je równie mocno, co na ławce. Myślę jednak, że na jednym z tych trzech meczów na pewno będę.
Żeby wejść na stadion zadzwoni Pan do klubu, czy kupi bilet?
- Z prezesem Cyganem się spotykam i mam nadzieję, że prezes mnie na jeden z tych meczów zaprosi. Jeśli tak się nie stanie, to kupię bilet (śmiech).
Może Pan skorzystać z promocji i kupić trzy bilety w cenie dwóch.
- Jeszcze nie byłem nigdy na "Blaszoku". Jak kibice pozwolą, to pójdę na "Blaszok".
Rozmawiał: Marcin Ziach
- (śmiech) Tak, już jest wszystko w porządku.
Jak zatem minęło Panu ostatnich kilkanaście dni?
- Przeznaczyłem je dla rodziny. Przez ostatni czas, kiedy pracowałem w Katowicach, nie mogłem jej poświęcić tak wiele czasu jak bym chciał. Teraz mam go trochę więcej, więc nadrabiam zaległości.
Na Bukową i na wszystko co się dzieje w klubie dalej spogląda Pan z nostalgią?
- Oczywiście i tak będzie jeszcze bardzo długo.
Z boku łatwiej dopatrzyć się przyczyn dołka, w jaki drużyna wpadła? Efekt "nowej miotły" póki co nie pomógł...
- Będzie dobrze. Proszę zauważyć, że trener Moskal przejął drużynę, która - licząc mecze pucharowe - cztery razy wygrała, raz zremisowała i dwa przegrała. Wydaje mi się, że wiele zespołów jest w większym dołku i w trudniejszej sytuacji niż GKS Katowice. Sytuacja GKS-u nie jest taka zła, jak to dookoła stwierdzono. Drużyna jest w 1/8 finału Pucharu Polski, a w lidze ma siedem punktów na koncie, mając do rozegrania jeden mecz mniej. Teraz ma trzy spotkania u siebie i jestem przekonany, że będzie w porządku.
Najbliższe trzy kolejki, które GKS rozegra przy Bukowej są szansą, żeby drużyna odbiła się w górę stawki.
- To jest proste. Jak się wygrywa, to się zdobywa punkty i pnie się w tabeli. Szkopuł w tym, żeby te mecze wygrywać. To jest najważniejszy punkt programu.
Czuje się Pan ofiarą rozbudzonych apetytów wokół klubu? Mówiono o wysokich celach, a jak na starcie nie poszło, to poleciała głowa trenera.
- Nie czuję się ofiarą. Myślę, że moja praca została w jakiś sposób doceniona przez kibiców i ludzi, którzy GKS-owi życzyli dobrze. Taka była wizja prezesa i trzeba ją uszanować. Ja też nie chciałem jakichś tam emocji rozbudzać i wychodzić przeciwko klubowi. Przez dwa lata robiłem wszystko, żeby drużyna się trzymała i grała jak najlepiej. Nie chciałem się bawić w jakieś ultimatum, bo jak się ono może skończyć świadczy przykład trenera Ulatowskiego w Miedzi. Miał mieć trzy mecze na wyjście z dna tabeli, a jednak, po pierwszym przegranym, trenera zwolnili. Dla mnie najważniejsze jest zaufanie. Jeśli ono jest, to pracujemy i robimy wszystko co w naszej mocy, żeby było dobrze. W GKS-ie gdzieś się ono lekko zachwiało, podaliśmy sobie z prezesem przyjacielsko dłoń i mam nadzieję, że będzie dobrze. Drużyna na pewno wyjdzie na prostą, a Rafał Górak też sobie da radę.
Krótko po zwolnieniu mówił Pan, że czuje Pan żal, że po 90 minutach w Bełchatowie wszystko prysło.
- Ja jak najbardziej czuję żal, że nie pracuję już w GKS-ie. Prowadziłem tę drużynę w najtrudniejszym momencie i wydaje mi się, że zrobiłem bardzo dużo, żeby drużynę przygotować do ataku na ekstraklasę. Na pewno jest mi z tym ciężko i jeszcze długo łatwo mi nie będzie. Żal czuję, że nie jestem trenerem GKS-u Katowice, a nie żal do kogoś. Z prezesem Cyganem będę żył w dobrych relacjach i być może się jeszcze kiedyś na tej drodze spotkamy.
Spotkać się z Panem i Robertem Góralczykiem chciał trener Kazimierz Moskal. Do spotkania doszło?
- Bardzo miło było ze strony trenera Moskala, że zadzwonił do mnie i poprosił o takie spotkanie. Odbyło się ono i w fajnej atmosferze pogadaliśmy przez 45 minut i wystarczyło
Jakieś konkluzje w trakcie spotkania się pojawiły?
- Nie, bo nie o to w tym wszystkim chodzi. Kluczowe są dobre relacje, które powinny być budowane między trenerami. Dla mnie to bardzo ważne i jeśli będę kiedyś w podobnej sytuacji do trenera Moskala, to uczynię podobnie. Moim zdaniem tak powinni trenerzy postępować i tak żyć.
Telefony z propozycjami pracy już się rozdzwoniły czy na razie na rynku panuje posucha?
- Nie odbierałem żadnych telefonów. Pierwszy odebrałem od pana, bo trochę zaskoczył mnie pan porą.
Spodziewał się pan telefonu od kogoś innego?
- Nie, na ten moment nie spodziewam się telefonu znikąd.
W I lidze Miedź pozostaje bez trenera. Jeśli wyniki nie ulegną zmianie, to nastąpi ona też w GKS-ie Tychy. Pan akurat w tym ostatnim klubie pracował.
- Ale to nic nie zmienia. Ja absolutnie bym się nie kojarzył z tymi klubami. Na ten moment nie ma żadnego tematu. Kiedy pojawi się jakaś oferta, to na pewno będę chciał ją rozważyć. Po to trener pracuje w tym zawodzie, żeby nad każdą ofertą się pochylić.
Na Bukowej się Pan w tym sezonie pojawi?
- Dobre pytanie... Na pewno bardzo bym chciał. Jeśli pozwoli mi na to czas, to będę chciał wpaść na któryś z najbliższych meczów. Z drugiej strony ja mecze GKS-u Katowice traktuję bardzo emocjonalnie. Oglądałem te, które drużyna rozgrywała po moim odejściu i przeżywałem je równie mocno, co na ławce. Myślę jednak, że na jednym z tych trzech meczów na pewno będę.
Żeby wejść na stadion zadzwoni Pan do klubu, czy kupi bilet?
- Z prezesem Cyganem się spotykam i mam nadzieję, że prezes mnie na jeden z tych meczów zaprosi. Jeśli tak się nie stanie, to kupię bilet (śmiech).
Może Pan skorzystać z promocji i kupić trzy bilety w cenie dwóch.
- Jeszcze nie byłem nigdy na "Blaszoku". Jak kibice pozwolą, to pójdę na "Blaszok".
Rozmawiał: Marcin Ziach
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku