Przemysław Pitry był o centymetry od zdobycia gola kolejki

02.10.2011
Była 74. minuta spotkania. GKS Katowice miał rzut rożny. Piłka nie została dośrodkowana, lecz wycofana na 20 metr. Nabiegł na nią Przemysław Pitry i uderzył. Rafał Górak nie wierzył, że piłka minęła bramkę.
- Było to ćwiczone zagranie. Szkoda, że to nie wpadło, bo ta bramka nam się należała. Pewnie byśmy wygrali, gdyby piłka zatrzepotała w siatce - westchnął Pitry, jeden z lepszych zawodników na boisku w spotkaniu z Arką. Przeprowadzane przez niego akcje mogły się podobać.

Mógł zapisać asystę, gdyby któryś z kolegów stanął na wysokości zadania. - Mieliśmy niesamowite, stuprocentowe sytuacje. Arka była "do ukłucia". Zabrakło "zimnej krwi" i szczęścia. Strzelamy, walczymy, a punkty nam uciekają. I to tutaj, przy Bukowej. Remis traktujemy jak porażkę. Chcieliśmy za wszelką cenę wygrać. Dążyliśmy do tego przez całe spotkanie. Nawet momentami zbytnio się z tego powodu odkrywaliśmy - mówił.

Rafał Górak początkowo wystawiał Pitrego w ataku. Szkoleniowiec podkreślał, że wierzy w tego piłkarza jako napastnika. Szybko jednak doszedł do podobnych wniosków, jak poprzedni trenerzy Pitrego, i przesunął zawodnika do pomocy. Początkowo Pitry był ustawiany na środku formacji.

Wczoraj pierwszy raz w katowickich barwach wystąpił na lewym skrzydle. - Grywałem na tej pozycji w Górniku i Lechu. Nie była więc to dla mnie nowość. Dla mnie nie ma problemu, dostosowuję się do zaleceń trenera. Cieszę się po prostu, że mogę grać w ofensywie - dodał.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również