Przegrali wygrany mecz. Big Star z nożem na gardle

29.03.2009
Tyszanie przez prawie całe spotkanie prowadzili a jednak nie wygrali. Rzut Marculewicza w końcówce meczu pozbawił ich upragnionego sukcesu. By zachować szanse na awans do ekstraklasy, muszą wygrać kolejną potyczkę.
Big Star, mając świadomość tego, że przynajmniej raz musi wygrać w Łodzi od samego początku spotkania narzucił swoje warunki gry. Dobra gra w defensywie znacznie ograniczyła poczynania rywala. Tyszanie pewnie zmierzali po wygraną. Niestety, w ostatniej akcji meczu ich szyki pokrzyżował Zbigniew Marculewicz. - Błąd popełnił Damian Kulig i środkowy ŁKS-u znalazł się w doskonałej sytuacji do zdobycia punktów. Łodzianie po raz pierwszy w meczu wyszli na prowadzenie, które od razu dało im zwycięstwo - ze smutkiem w głosie komentuje Tomasz Służałek, trener ekipy z Górnego Śląska.

Okoliczności porażki były więc niezwykle dramatyczne. Przegrana w ostatnich sekundach z pewnością może wpłynąć na psychikę zespołu. - Zawodnicy są załamani. Obawiam się, że będzie im trudno pozbierać się do jutra. Moja rola, a także całego sztabu trenerskiego, by podnieść ich na duchu. Nie jesteśmy gorszym zespołem i wierzę, że stać nas na zwycięstwo - zapowiada szkoleniowiec Big Stara.

Jedyną pozytywną informacją dla tyszan jest uraz Michała Sarana. Skrzydłowy ŁKS-u prawdopodobnie nie wystąpi w niedzielnej potyczce. Z kolei w ekipie Big Stara nikt nie narzeka na urazy, ale zawodnicy są dość mocno zmęczeni. - Chłopcy zostawili sporo zdrowia na parkiecie. Muszę im podziękować za walkę i mimo tej porażki jestem z nich zadowolony. Myślę, że stawka niedzielnego meczu pozwoli zapomnieć im o zmęczeniu - kończy Służałek.
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również