Premia za sukces? Kiedyś nagrodą był... psujący się telewizor
31.05.2013
Obecny selekcjoner reprezentacji Polski opowiedział dziennikowi "Sport" o tym, jak przebiegały negocjacje w sprawie premii w 1988 roku, gdy Ruch Chorzów wrócił do ekstraklasy. - Usiedliśmy w gronie rady drużyny i zaczęliśmy się zastanawiać, co chcemy dostać za utrzymanie. Nagle wstaje Albin Wira i mówi: "panowie, a co za europejskie puchary?". W pierwszym momencie wzięliśmy to na żarty, ale później ustaliliśmy, że wrócimy do rozmowy po jesieni. I po tej jesieni byliśmy na trzecim miejscu! - wspomina trener.
- Idziemy więc do działaczy i słyszymy, że bardziej w grę wchodzą rzeczy materialne niż gotówka, a konkretnie - po telewizorze na głowę. Zgodziliśmy się, ale pozostała jeszcze kwestia nagrody za mistrzostwo. Działacze na to, że na mistrzostwo dostaniemy to samo, bo to też europejskie puchary. Ale nie daliśmy za wygraną, zaproponowaliśmy, by dorzucili jeszcze wideo. I wyszarpaliśmy je! - opisuje Fornalik. - Telewizor zresztą psuł mi się chyba z piętnaście razy i stale go naprawiałem. Z sentymentu - uśmiecha się były piłkarz i szkoleniowiec "Niebieskich".
- Idziemy więc do działaczy i słyszymy, że bardziej w grę wchodzą rzeczy materialne niż gotówka, a konkretnie - po telewizorze na głowę. Zgodziliśmy się, ale pozostała jeszcze kwestia nagrody za mistrzostwo. Działacze na to, że na mistrzostwo dostaniemy to samo, bo to też europejskie puchary. Ale nie daliśmy za wygraną, zaproponowaliśmy, by dorzucili jeszcze wideo. I wyszarpaliśmy je! - opisuje Fornalik. - Telewizor zresztą psuł mi się chyba z piętnaście razy i stale go naprawiałem. Z sentymentu - uśmiecha się były piłkarz i szkoleniowiec "Niebieskich".
Polecane