PP: GKS Tychy - Jastrzębie 4-2. Szkoleniowiec "osłabił" swoją drużynę

29.12.2009
Niecodzienna oprawa, mecz lepszy od większości spotkań ligowych, a to dopiero półfinał Pucharu Polski. - Chyba nikt nie wątpi w sens rozgrywek - uśmiechał się Karol Pawlik, dyrektor tyszan.
Wielu kwestionuje zasadność rozgrywania pojedynków o Puchar Polski przy tak napiętym terminarzu ligowym. Są kluby, którym z zasady nie zależy na awansie do dalszych rozgrywek i kombinują, jak już w pierwszej rundzie zakończyć rywalizację. - Nie mogę wypowiadać się za innych, ale uważam, że jest to potrzebne - powiedział tuż po spotkaniu Wojciech Matczak, trener JKH. Jego zdanie podzielał również kolega po fachu Jan Vavrecka, a całość skwitował Pawlik.

- Turniejem interesują się media, które nawet na play-offach ciężko spotkać. Zapełniona hala Olivii w zeszłym roku w Gdańsku potwierdziła słuszność walki o to trofeum - zauważył dyrektor.

W tym roku zainteresowanie fanów również było spore. Co prawda na pierwszym półfinale nie było ich dużo (część była jeszcze w pracy), ale na kolejnym, gdzie grała ich drużyna, przybyli w okazałej grupie i głośno dopingowali GKS, któremu... - Nie było łatwo po raz czwarty dostać się do finału, dlatego radość jest ogromna - cieszył się Tomasz Wołkowicz, napastnik tyszan. - Rywale nie czekali na nasz ruch, tylko od samego początku chcieli przejąć inicjatywę - dodał.

Goście próbowali, ale... - Zabrakło nam paru drobiazgów. Do tego sam pierwszy raz w życiu osłabiłem drużynę - przyznał Matczak, który miał na myśli sytuację, kiedy to zbyt nerwowo zareagował na decyzję sędziego i jego zespół otrzymał karę techniczną. - Nigdy nie komentuję pracy arbitrów, ale tym razem przesadzili z przewinieniami dla nas - podkreślał. A że wcześniej jeden przyjezdnych siedział na ławce kar, JKH walczyło w podwójnym osłabieniu.

Wtedy cenne trafienie zanotował Bacul, u którego nie widać śladów po kontuzji i długiej przerwie w grze. Napastnik GKS-u oprócz bramki dwa razy zdołał asystować i walnie przyczynił się do awansu do finału. Indywidualna akcja Kowalówki była już tylko rywalowi na osłodę.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również