Poważne kontuzje, braki w papierach, czyli o największych pechowcach
16.10.2009
Słowak z Ruchu Chorzów należał do niedawna do ścisłej czołówki najbardziej kontuzjogennych piłkarzy w ekstraklasie. Długo zmagał się z mięśniami brzucha, błędne decyzje podejmowali lekarze. Potrzebnych było kilka zabiegów, aby Straka w kwietniu powoli zaczął wracać na boisko. Kończył się jeden sezon, a na starcie następnego... znów uraz. Tym razem szybko stanął na nogi i należy teraz do najmocniejszych ogniw "Niebieskich". Jest też wzorem wytrwałości.
O prawdziwym pechu może mówić Marcin Bojarski. - Nie byłoby tej sytuacji, gdyby nie feralna guma, na której nie byłem w stanie utrzymać równowagi - irytował się pomocnik Piasta, który złamał nogę i to na obiekcie przy Okrzei. Feler od razu potem wyrzucono. Piłkarz jednak grać nie może. Od sześciu miesięcy kości się zrastają, a mięśnie regenerują, lecz w tym roku pomocnik i tak raczej na boisko nie wyjdzie.
Niemalże w tym samym czasie kontuzji doznał Tomasz Zahorski. - Nie było faulu ze strony rywala. Źle stanąłem, zostałem lekko popchnięty i stało się... - kręcił głową po meczu Młodej Ekstraklasy. Co gorsza, latem Górnik stracił kolejnego gracza. Adamem Banasiem był poważnie zainteresowany Lech Poznań. Zabrzanie żądali nawet 2 milionów euro, kiedy doszło do dramatu ich obrońcy. I znów nie było kontaktu z przeciwnikiem! Niemniej Banaś do niedawna grę kolegów oglądał kuśtykając z nogą w gipsie.
Bardzo groźnie wyglądało starcie Juraja Balaża z jednym z młodych obrońców Polonii. Świadkowie zakrywali oczy, bo krew zalała podbrzusze słowackiego bramkarza. - Wstępne badania mówią, że może mieć nawet uszkodzoną prostatę - westchnął wówczas Jerzy Szpernalowski, kierownik zespołu. Balaż nadal czeka na decyzję lekarzy w ojczyźnie, czy trafi pod skalpel.
Częste kontuzje są przekleństwem szybkich zawodników. Przykładami są Marcin Zając i Michał Zieliński. Z przewlekłymi urazami borykają się natomiast obrońcy z II ligi. Tomasz Rzepka z Ruchu Radzionków oraz Wojciech Białek z Zagłębia Sosnowiec już zdążyli zapomnieć, jak smakują punkty wywalczone na boisku. Boiskowe dramaty kończą przygodę z piłką wielu anonimowych graczy na jeszcze niższych szczeblach.
Są też pechowcy będący w pełni zdrowia, jak Ensar Arifović z Górnika, czy Bueno i Moledo z Odry Wodzisław. Cóż z tego, skoro ktoś nie zadbał, aby załatwić tym obcokrajowcom potrzebne papiery. Choćby na treningach stawali na głowie, mecze oglądają z trybun.
O prawdziwym pechu może mówić Marcin Bojarski. - Nie byłoby tej sytuacji, gdyby nie feralna guma, na której nie byłem w stanie utrzymać równowagi - irytował się pomocnik Piasta, który złamał nogę i to na obiekcie przy Okrzei. Feler od razu potem wyrzucono. Piłkarz jednak grać nie może. Od sześciu miesięcy kości się zrastają, a mięśnie regenerują, lecz w tym roku pomocnik i tak raczej na boisko nie wyjdzie.
Niemalże w tym samym czasie kontuzji doznał Tomasz Zahorski. - Nie było faulu ze strony rywala. Źle stanąłem, zostałem lekko popchnięty i stało się... - kręcił głową po meczu Młodej Ekstraklasy. Co gorsza, latem Górnik stracił kolejnego gracza. Adamem Banasiem był poważnie zainteresowany Lech Poznań. Zabrzanie żądali nawet 2 milionów euro, kiedy doszło do dramatu ich obrońcy. I znów nie było kontaktu z przeciwnikiem! Niemniej Banaś do niedawna grę kolegów oglądał kuśtykając z nogą w gipsie.
Bardzo groźnie wyglądało starcie Juraja Balaża z jednym z młodych obrońców Polonii. Świadkowie zakrywali oczy, bo krew zalała podbrzusze słowackiego bramkarza. - Wstępne badania mówią, że może mieć nawet uszkodzoną prostatę - westchnął wówczas Jerzy Szpernalowski, kierownik zespołu. Balaż nadal czeka na decyzję lekarzy w ojczyźnie, czy trafi pod skalpel.
Częste kontuzje są przekleństwem szybkich zawodników. Przykładami są Marcin Zając i Michał Zieliński. Z przewlekłymi urazami borykają się natomiast obrońcy z II ligi. Tomasz Rzepka z Ruchu Radzionków oraz Wojciech Białek z Zagłębia Sosnowiec już zdążyli zapomnieć, jak smakują punkty wywalczone na boisku. Boiskowe dramaty kończą przygodę z piłką wielu anonimowych graczy na jeszcze niższych szczeblach.
Są też pechowcy będący w pełni zdrowia, jak Ensar Arifović z Górnika, czy Bueno i Moledo z Odry Wodzisław. Cóż z tego, skoro ktoś nie zadbał, aby załatwić tym obcokrajowcom potrzebne papiery. Choćby na treningach stawali na głowie, mecze oglądają z trybun.
Polecane