Pomocnik GKS-u Katowice: Nie mogę dać młodej głowie zwariować
12.09.2010
Dla Rafała Sadowskiego sobota była najpiękniejszym dniem w przygodzie z piłką. A przecież nie zaczęła się jakoś szczególnie, bo 21-latek, który tydzień temu w Kluczborku zagrał w pierwszym składzie, dowiedział się, że spotkanie z GKP rozpocznie na ławce rezerwowych. Na boisko zamienił ją w 69. minucie, a już niedługo potem był na ustach wszystkich kibiców GieKSy, ale nie tylko, bo przecież mecz na żywo transmitowała Telewizja Polska.
- Messi! Messi! - skandowała katowicka publika... - Wspaniałe uczucie. Jestem wdzięczny kibicom, zwłaszcza tym, którzy wpadli na taki pomysł - śmiał się Sadowski, zaś o swoim kapitalnym golu wypowiadał się bardzo skromnie. - Minąłem już dwóch obrońców, kiedy trzeci wyprzedził mój zamiar i poszedł do przodu. Ja tylko to wykorzystałem - tłumaczył. Od razu przyznał też, że... było mu łatwiej niż na treningu. - To dlatego, że koledzy już wiedzą, jak gram i czasem kończy się rozdartymi koszulkami - uśmiechnął się młody skrzydłowy.
A wracając do tego pseudonimu rodem z Argentyny... Skąd on w ogóle się wziął? - Na obozie w Wiśle ochrzcił mnie tak Mateusz Niechciał. Nawet nie dopytywałem, czy chodziło mu o fizyczne podobieństwo do Messiego, czy o styl gry. Tak czy siak, pseudonim zobowiązuje. Nie ukrywam też, że Messi to jeden z tych zawodników, których stawiam sobie za wzór. Strasznie podoba mi się to, jak radzi sobie jeden na jeden, jak wykańcza akcje - wyjaśnił Sadowski.
Wczoraj mógł natomiast chociaż przez chwilę zobaczyć, jak to jest stać w blasku kamery i fleszy. - Tylko żeby mu sodówka nie odbiła - śmiali się w klubie i przypominali, że tak piękną akcją Sadowski zawiesił sobie poprzeczkę bardzo wysoko. - Wymagania wzrosły? Cieszę się, bo lubię wyzwania. Nie mogę tylko mojej młodej głowie dać zwariować ani za bardzo się podniecać. Dzisiaj jeszcze się cieszę, ale już od jutra biorę się za ciężką pracę i myślę o meczu z Ruchem Radzionków - zaznaczył bohater GKS-u.
- Messi! Messi! - skandowała katowicka publika... - Wspaniałe uczucie. Jestem wdzięczny kibicom, zwłaszcza tym, którzy wpadli na taki pomysł - śmiał się Sadowski, zaś o swoim kapitalnym golu wypowiadał się bardzo skromnie. - Minąłem już dwóch obrońców, kiedy trzeci wyprzedził mój zamiar i poszedł do przodu. Ja tylko to wykorzystałem - tłumaczył. Od razu przyznał też, że... było mu łatwiej niż na treningu. - To dlatego, że koledzy już wiedzą, jak gram i czasem kończy się rozdartymi koszulkami - uśmiechnął się młody skrzydłowy.
A wracając do tego pseudonimu rodem z Argentyny... Skąd on w ogóle się wziął? - Na obozie w Wiśle ochrzcił mnie tak Mateusz Niechciał. Nawet nie dopytywałem, czy chodziło mu o fizyczne podobieństwo do Messiego, czy o styl gry. Tak czy siak, pseudonim zobowiązuje. Nie ukrywam też, że Messi to jeden z tych zawodników, których stawiam sobie za wzór. Strasznie podoba mi się to, jak radzi sobie jeden na jeden, jak wykańcza akcje - wyjaśnił Sadowski.
Wczoraj mógł natomiast chociaż przez chwilę zobaczyć, jak to jest stać w blasku kamery i fleszy. - Tylko żeby mu sodówka nie odbiła - śmiali się w klubie i przypominali, że tak piękną akcją Sadowski zawiesił sobie poprzeczkę bardzo wysoko. - Wymagania wzrosły? Cieszę się, bo lubię wyzwania. Nie mogę tylko mojej młodej głowie dać zwariować ani za bardzo się podniecać. Dzisiaj jeszcze się cieszę, ale już od jutra biorę się za ciężką pracę i myślę o meczu z Ruchem Radzionków - zaznaczył bohater GKS-u.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku