Pomocnik GieKSy: Gdy tylko kopiemy do przodu, to wygrywamy
01.11.2009
Dzień przed zeszłotygodniowym meczem z Sandecją Nowy Sącz szkoleniowiec GKS-u, Adam Nawałka, obchodził urodziny. - Trener dostał od nas kwiaty. Był też tort w kształcie piłki - uśmiecha się Gabriel Nowak, pomocnik katowiczan. Co najważniejsze, wtedy obyło się jednak bez tego najbardziej wymarzonego prezentu - wygranej. Ba, GieKSa wróciła na Śląsk z niczym.
Wczoraj Nawałka musiał zadowolić się tylko życzeniami, jakie w imieniu sympatyków klubu przekazał mu stadionowy spiker... - Jak gramy dobrze i staramy się rozgrywać piłkę, to przegrywamy. Gdy prezentujemy się słabo i tylko kopiemy do przodu, wówczas przychodzą zwycięstwa - Nowak nie kryje rozczarowania. Podkreśla również, że pojedynek z MKS-em przypominał niedawne spotkanie z Dolcanem Ząbki. W obydwu przypadkach goście zaprezentowali żelazną, świetnie zorganizowaną defensywę. Dolcan gola jednak nie zdobył.
- Piłka nożna bywa niesprawiedliwa - 23-latek kręci głową. - Po tym, jak Kluczbork wyszedł na prowadzenie, trener nakazał, byśmy nie grali długich piłek. Taki scenariusz przerabialiśmy już w Nowym Sączu i niczego dobrego on nam nie przyniósł. W piątek mieliśmy cierpliwie czekać na swoje szanse - tłumaczy. I okazje były. Mieli je Kaliciak, Plewnia i sam Nowak.
Stanęło na tym, że zespół z Bukowej w drugim meczu z rzędu nie potrafił strzelić choćby jednej bramki. - Kryzys? To o wiele za duże słowo - kończy defensywny pomocnik GieKSy.
Wczoraj Nawałka musiał zadowolić się tylko życzeniami, jakie w imieniu sympatyków klubu przekazał mu stadionowy spiker... - Jak gramy dobrze i staramy się rozgrywać piłkę, to przegrywamy. Gdy prezentujemy się słabo i tylko kopiemy do przodu, wówczas przychodzą zwycięstwa - Nowak nie kryje rozczarowania. Podkreśla również, że pojedynek z MKS-em przypominał niedawne spotkanie z Dolcanem Ząbki. W obydwu przypadkach goście zaprezentowali żelazną, świetnie zorganizowaną defensywę. Dolcan gola jednak nie zdobył.
- Piłka nożna bywa niesprawiedliwa - 23-latek kręci głową. - Po tym, jak Kluczbork wyszedł na prowadzenie, trener nakazał, byśmy nie grali długich piłek. Taki scenariusz przerabialiśmy już w Nowym Sączu i niczego dobrego on nam nie przyniósł. W piątek mieliśmy cierpliwie czekać na swoje szanse - tłumaczy. I okazje były. Mieli je Kaliciak, Plewnia i sam Nowak.
Stanęło na tym, że zespół z Bukowej w drugim meczu z rzędu nie potrafił strzelić choćby jednej bramki. - Kryzys? To o wiele za duże słowo - kończy defensywny pomocnik GieKSy.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku