Polska - Rumunia 7-0. Doskonałe przetarcie przed najcięższymi meczami
13.04.2009
O tym, że Rumuni nie powinni stanowić zagrożenia dla Polaków wiedzieli prawie wszyscy. Jedyną nie rozstrzygniętą kwestią były więc rozmiary zwycięstwa. Nasi już od samego początku rzucili się na rywala i na efekty długo nie trzeba było czekać. Strzał Proszkiewicza parkanami odbił Molnar, ale z dobitką pospieszył Łopuski i ekipa Petera Ekrotha szybko objęła prowadzenie.
W kolejnych bramkach spory udział miał Borzęcki. Zawodnik SERC Wild Wings najpierw sam wykończył akcję Polaków strzałem z niebieskiej linii, a następnie dwukrotnie asystował przy bramkach Kolusza. Co ciekawe, oba gole były praktycznie identyczne. 31-letni obrońca strzelał z niebieskiej linii, a lot krążka zmieniał w ostatniej chwili nowy zawodnik Cracovii.
Podłamani Rumuni dwie kolejne brami strzelają... sobie sami. Najpierw podanie Łopuskiego do Zapały przecina obrońca rywala, jednak tak nieszczęśliwie, że krążek wpada do bramki, a następnie zagranie Kowalówki również zostaje przechwycone przez hokeistę z Rumunii, z tym samym skutkiem.
Przed trzecią tercją w rumuńskiej bramce następuje zmiana. Polacy nie forsują już zbytnio tempa, mając świadomość, że kolejny mecz, z Ukrainą, będzie już zdecydowanie cięższą przeprawą. Ostania bramka padła po podaniu Kowalówki do Malasińskiego, który urwał się obrońcom przeciwnika i w sytuacji 1 na 1 nie miał problemów z pokonaniem golkipera.
W kolejnych bramkach spory udział miał Borzęcki. Zawodnik SERC Wild Wings najpierw sam wykończył akcję Polaków strzałem z niebieskiej linii, a następnie dwukrotnie asystował przy bramkach Kolusza. Co ciekawe, oba gole były praktycznie identyczne. 31-letni obrońca strzelał z niebieskiej linii, a lot krążka zmieniał w ostatniej chwili nowy zawodnik Cracovii.
Podłamani Rumuni dwie kolejne brami strzelają... sobie sami. Najpierw podanie Łopuskiego do Zapały przecina obrońca rywala, jednak tak nieszczęśliwie, że krążek wpada do bramki, a następnie zagranie Kowalówki również zostaje przechwycone przez hokeistę z Rumunii, z tym samym skutkiem.
Przed trzecią tercją w rumuńskiej bramce następuje zmiana. Polacy nie forsują już zbytnio tempa, mając świadomość, że kolejny mecz, z Ukrainą, będzie już zdecydowanie cięższą przeprawą. Ostania bramka padła po podaniu Kowalówki do Malasińskiego, który urwał się obrońcom przeciwnika i w sytuacji 1 na 1 nie miał problemów z pokonaniem golkipera.
Polecane
Polska Hokej Liga