Polonia - Sanok 3-5

20.02.2009
Mimo mocnego zrywu w ostatniej odsłonie, hokeiści Polonii polegli w drugim już meczu z KH Sanok. - Nadzieja umiera ostatnia - zaznacza jednak Robert Mandla, obrońca pokonanych.
Bytomscy kibice po raz kolejny udowodnili, że losy hokeja nie są im obojętne. Mimo iż w tym samym czasie odbywała się prezentacja piłkarskiej Polonii, licznie stawili się na lodowisko, aby swoim dopingiem wspomóc klub. Musieli się jednak uzbroić w sporą cierpliwość, gdyż prawdziwe emocje rozpoczęły się dopiero po półgodzinie gry.

Na ich nieszczęście, to rywale pierwsi objęli prowadzenie. Niedługo po tym, poloniści ponownie znaleźli się w tarapatach, bowiem przyjezdni grali w podwójnej przewadze. Miejscowi wyszli z tej opresji obronną ręką. Mieli nawet szansę na wyrównanie, ale Jasicki po przejęciu krążka, mając przed sobą tylko bramkarza rywali, spudłował z najbliższej odległości.

To się szybko zemściło. Mermer wykorzystał liczebne osłabienie rywala, a Kostecki któryś z kolei błąd defensywy i wydawało się, że jest już po meczu. Gospodarze, którym w oczy coraz bardziej zaglądało widmo spadku, zdołali się podnieść. Ich odpowiedź była natychmiastowa. W przeciągu niespełna pół minuty Kukulski oraz Fonfara przywrócili nadzieje na zwycięstwo.

Niestety, ponownie bytomscy obrońcy wykazali się sporą niefrasobliwością. Indywidualną akcję przeprowadził Novak, a Koky dopełnił tylko formalności. - Historia się powtarza. Znowu o przegranej zadecydowały błędy, które nie powinny mieć miejsca i cały wysiłek idzie na marne - nie krył rozgoryczenia Wojciech Matczak, szkoleniowiec Polonii.

Gospodarzy, niesionych głośnym dopingiem kibiców, było stać na jeszcze jeden zryw. Balica zdobył kontaktowego gola i stało się jasne, że w tym spotkaniu, to jeszcze nie koniec emocji. Trener Matczak poprosił o czas i zdecydował się wycofać golkipera. Bytomianie rzucili się do szaleńczego ataku. Pod bramką Jańca zakotłowało się. Miejscowi domagali się czwartego trafienia, gdyż ich zdaniem krążek przekroczył linie między słupkami, ale arbiter był niewzruszony.

Pod szatniami

[b]Robert Mandla[/b] (obrońca Polonii): Dwie tercje były wyrównane. Straciliśmy trzy bramki. Zdołaliśmy się podnieść, ale to było za mało. Znaleźliśmy się w bardzo ciężkiej sytuacji, ale nie ma co rozpamiętywać tylko trzeba walczyć dalej.

[b]Robert Kostecki [/b](napastnik KH): Spodziewaliśmy się, że nie będzie łatwo. Szybko udało się wyjść na trzybramkowe prowadzenie, a jeszcze szybciej roztrwonić przewagę. Teraz czas na zwycięstwo w niedzielę i zakończenie boju, u nas w Sanoku.

Głos trenerów

[b]Wojciech Matczak[/b] (trener Polonii): Wyglądało to jakbyśmy nie chcieli zagrozić rywalowi. Na tym etapie nie ma odpuszczania. Tu trzeba walczyć od pierwszej do ostatniej minuty. Nie wszyscy zawodnicy jeszcze to zrozumieli. Nie ma innego wyjścia jak się podnieść i wygrać kolejny mecz.

[b]Lubomir Rohaczik[/b] (trener KH): Zagraliśmy bardzo niefrasobliwie. Z pewnego prowadzenia zrobiła się nerwówka. Takie sytuacje nie mogą mieć miejsca, bo gdyby Polonia wyrównała, to podejrzewam, że przegralibyśmy ten mecz.[b]
[/b]
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również