Polonia - Naprzód 0-8
12.12.2008
- Przystąpiliśmy do spotkania pełni sportowej złości za przegraną na Jantorze. Ostra mobilizacja oraz głęboka chęć rewanżu przyniosły efekt - cieszył się po meczu Marek Koszowski, napastnik Naprzodu. Ożywienie panowało również w szeregach Polonii. - Chcieliśmy udowodnić, że wygrana w Katowicach nie była przypadkowa. Zagraliśmy jednak katastrofalnie. Rywal był zdecydowanie lepszy i zasłużenie wygrał - przyznał Mariusz Puzio, kapitan bytomian.
Mimo, że nazwisko Waldemara Klisiaka widniało w protokole, próżno było go szukać na tafli. - Rodzina się rozchorowała, zarażając również mnie. Przyjechałem z drużyną, ale czuję się bardzo słabo. Trener zdecydował, że nie warto ryzykować pogorszenia sprawy i dał mi odpocząć - wyjaśniał Klisiak.
Początkowo nic nie zapowiadało wysokiej przegranej miejscowych. Poloniści mieli trzy dogodne sytuacje, ale marnowali je kolejno: Błażej Salamon, Sebastian Szydło oraz Paweł Jasicki. - Przeciwnicy rzucili się na nas od samego początku. Wkradła się niepotrzebna nerwowość. Zdołaliśmy jednak przetrzymać ten napór i ułożyć grę pod swoje dyktando - tłumaczył Marcin Słodczyk, kapitan Naprzodu. - Po pierwszej tercji powinniśmy prowadzić przynajmniej jedną bramką. Zabrakło zimnej krwi, aby postawić przysłowiową kropkę nad „i” - potwierdzał Wojciech Matczak, trener gospodarzy.
Pierwsze dwie bramki padły po indywidualnych akcjach napastników przyjezdnych. Szczególnej urody był rajd w wykonaniu Koszowskiego, który ładnie minął obrońcę, położył bramkarza i płaskim strzałem zdobył gola. Kolejni zawodnicy wpisywali się na listę strzelców głównie po szkolnych błędach bytomskich graczy. - Obrona zagrała bardzo słabo. Rozdała przeciwnikowi sporo prezentów - kręcił głową Matczak.
Gospodarze nie potrafili nawet wykorzystać podwójnej przewagi, ponieważ między słupkami dobrze spisywał się Michał Elżbieciak. Katowicki golkiper w pełni zasłużył na otrzymane po meczu pochwały. - „Ela” grał dzisiaj bardzo dobrze. Zachował czyste konto, za co trzeba go wyróżnić - komplementował zawodnika Jaroslav Lehocky, trener Naprzodu. Takich powodów do radości nie miał Daniel Lundin, strzegący przeciwnej bramki. W trzeciej tercji musiał jeszcze trzy razy wyciągnąć „gumę” z siatki, co zadecydowało o wysokiej porażce miejscowych.
W bytomskich barwach zadebiutował Jirzi Raszka. Czeski obrońca nie był jednak w stanie uchronić zespołu od przegranej. - Nie chciałbym tak na gorąco komentować występu Raszki. Przeanalizujemy na spokojnie całe spotkanie i wtedy będę mógł ocenić postawę jego, jak i całego zespołu - dodał szkoleniowiec Polonii.
[color= rgb(255, 0, 0);][/color]
Mimo, że nazwisko Waldemara Klisiaka widniało w protokole, próżno było go szukać na tafli. - Rodzina się rozchorowała, zarażając również mnie. Przyjechałem z drużyną, ale czuję się bardzo słabo. Trener zdecydował, że nie warto ryzykować pogorszenia sprawy i dał mi odpocząć - wyjaśniał Klisiak.
Początkowo nic nie zapowiadało wysokiej przegranej miejscowych. Poloniści mieli trzy dogodne sytuacje, ale marnowali je kolejno: Błażej Salamon, Sebastian Szydło oraz Paweł Jasicki. - Przeciwnicy rzucili się na nas od samego początku. Wkradła się niepotrzebna nerwowość. Zdołaliśmy jednak przetrzymać ten napór i ułożyć grę pod swoje dyktando - tłumaczył Marcin Słodczyk, kapitan Naprzodu. - Po pierwszej tercji powinniśmy prowadzić przynajmniej jedną bramką. Zabrakło zimnej krwi, aby postawić przysłowiową kropkę nad „i” - potwierdzał Wojciech Matczak, trener gospodarzy.
Pierwsze dwie bramki padły po indywidualnych akcjach napastników przyjezdnych. Szczególnej urody był rajd w wykonaniu Koszowskiego, który ładnie minął obrońcę, położył bramkarza i płaskim strzałem zdobył gola. Kolejni zawodnicy wpisywali się na listę strzelców głównie po szkolnych błędach bytomskich graczy. - Obrona zagrała bardzo słabo. Rozdała przeciwnikowi sporo prezentów - kręcił głową Matczak.
Gospodarze nie potrafili nawet wykorzystać podwójnej przewagi, ponieważ między słupkami dobrze spisywał się Michał Elżbieciak. Katowicki golkiper w pełni zasłużył na otrzymane po meczu pochwały. - „Ela” grał dzisiaj bardzo dobrze. Zachował czyste konto, za co trzeba go wyróżnić - komplementował zawodnika Jaroslav Lehocky, trener Naprzodu. Takich powodów do radości nie miał Daniel Lundin, strzegący przeciwnej bramki. W trzeciej tercji musiał jeszcze trzy razy wyciągnąć „gumę” z siatki, co zadecydowało o wysokiej porażce miejscowych.
W bytomskich barwach zadebiutował Jirzi Raszka. Czeski obrońca nie był jednak w stanie uchronić zespołu od przegranej. - Nie chciałbym tak na gorąco komentować występu Raszki. Przeanalizujemy na spokojnie całe spotkanie i wtedy będę mógł ocenić postawę jego, jak i całego zespołu - dodał szkoleniowiec Polonii.
[color= rgb(255, 0, 0);][/color]
Polecane
Polska Hokej Liga