Polonia Bytom zazdrości GKS-owi, że ma Przemysława Pitrego
23.09.2012
- Przemysław Pitry, na tle innych zawodników GKS-u Katowice, robi różnicę. Było to widać nie tylko dzisiaj. Ja osobiście byłem również przy Bukowej na spotkaniu z Niecieczą. Pitry wtedy również był kluczową postacią na boisku. Nic tylko pogratulować GKS-owi, że ma takiego napastnika... - powiedział Krzysztof Michalak, obrońca Polonii Bytom.
Dziennikarze zachwycali się tym, w jaki sposób Pitry zdobył gola na 2-2. - Nie wariujmy! Każdy zawodnik w I lidze powinien potrafić przyjąć piłkę na klatkę piersiową. Podkreślę, że Grzesiu Fonfara obsłużył mnie świetnym podaniem. To była piękna asysta - zachwalał autor czterech goli.
Co na to "asystent"? - Zobaczyłem, że Przemek wychodzi na pozycję, ale to on w ekstra sposób wykończył całą akcję. Mój udział to drobny ułamek w porównaniu do tego, co zrobił dzisiaj Pitry. Chwała mu, że wziął cały ciężar odpowiedzialności za wynik na siebie. To on jest bohaterem - podkreślił Grzegorz Fonfara.
Pitry dwukrotnie doprowadził do wyrównania. A następnie skutecznie wykonał dwa rzuty karne. - Faule? Były od tyłu, chyba nie ma nad czym dyskutować. Cieszę się, że jedenastki zamieniłem na bramki. Przy drugim uderzeniu bramkarz chyba myślał, że zrobię "wcinkę" w środek, a ja z kolei do końca czekałem na jego decyzję - opowiadał z uśmiechem na ustach.
Przez 75 minut nic nie wskazywało, że katowiczanie będą w tak dobrym nastroju. - Było bardzo ciężko... Biliśmy głowami w mur. Nie potrafiliśmy się przedostać pod bramkę Polonii. Cieszymy się, że wygraliśmy, ale nie tak to powinno wyglądać. Z całym szacunkiem do zespołu z Bytomia, ale rywal z większą klasę nie pozwoliłby nam na strzelenie czterech goli - podkreślił Przemysław Pitry.
Jako ciekawostkę dodajmy, że 31-latek doskonale pamiętał, kiedy po raz ostatni wpisał się na listę cztery razy w trakcie jednego meczu. - Grałem w barwach Zagłębia Sosnowiec w spotkaniu z Radomiakiem Radom - odświeżył wspomnienia Pitry. Dodajmy, że było to nieco ponad siedem lat temu. Dokładnie 17 września 2005 roku.
Dziennikarze zachwycali się tym, w jaki sposób Pitry zdobył gola na 2-2. - Nie wariujmy! Każdy zawodnik w I lidze powinien potrafić przyjąć piłkę na klatkę piersiową. Podkreślę, że Grzesiu Fonfara obsłużył mnie świetnym podaniem. To była piękna asysta - zachwalał autor czterech goli.
Pitry dwukrotnie doprowadził do wyrównania. A następnie skutecznie wykonał dwa rzuty karne. - Faule? Były od tyłu, chyba nie ma nad czym dyskutować. Cieszę się, że jedenastki zamieniłem na bramki. Przy drugim uderzeniu bramkarz chyba myślał, że zrobię "wcinkę" w środek, a ja z kolei do końca czekałem na jego decyzję - opowiadał z uśmiechem na ustach.
Przez 75 minut nic nie wskazywało, że katowiczanie będą w tak dobrym nastroju. - Było bardzo ciężko... Biliśmy głowami w mur. Nie potrafiliśmy się przedostać pod bramkę Polonii. Cieszymy się, że wygraliśmy, ale nie tak to powinno wyglądać. Z całym szacunkiem do zespołu z Bytomia, ale rywal z większą klasę nie pozwoliłby nam na strzelenie czterech goli - podkreślił Przemysław Pitry.
Jako ciekawostkę dodajmy, że 31-latek doskonale pamiętał, kiedy po raz ostatni wpisał się na listę cztery razy w trakcie jednego meczu. - Grałem w barwach Zagłębia Sosnowiec w spotkaniu z Radomiakiem Radom - odświeżył wspomnienia Pitry. Dodajmy, że było to nieco ponad siedem lat temu. Dokładnie 17 września 2005 roku.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku