Policja nie chce "meczów podwyższonego ryzyka" po zmroku

14.06.2013
Wielkie Derby Śląska wyłącznie przy świetle dziennym? Tak chce śląska policja, która uważa, że mecze tzw. "podwyższonego ryzyka" powinny odbywać się wyłącznie przed zapadnięciem zmroku.
Śląska policja wyliczyła, że w poprzednim sezonie wydała na zapewnienie bezpieczeństwa podczas meczów piłkarskich ponad 2,7 mln złotych. Podczas 198 meczów zanotowano 3 zbiorowe naruszenia prawa, 74 chuligańskich ekscesów, 65 wykroczeń i 52 przestępstw. Zatrzymano 80 osób, w tym 1 nieletnią. Do sądów za wykroczenia skierowano 33 sprawy, z których prawomocnym wyrokiem zakończyły się 3. Do postępowania zwykłego skierowano 26 spraw, do sądów za przestępstwa 13, z których prawomocny wyrok zapadł w 2. 37 spraw jest na etapie postępowań przygotowawczych - wylicza "Dziennik Zachodni". W akcje zaangażowanych było 22533 policjantów, 3228 brało udział w zabezpieczaniu imprez w innych województwach.

Śląska policja zaapelowała do przewoźników, by ci zaczęli masowo sprawdzać bilety w dniach, gdy rozgrywane są mecze piłkarskie. - Kibice wielokrotnie apelują, że chcą być traktowani jako normalni obywatele. Konieczność posiadania biletu na przejazd w takiej normie się mieści - mówi podinspektor Grzegorz Baczyński, naczelnik sztabu Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

Policja chce również, by mecze tzw. "podwyższonego ryzyka" nie odbywały się po zmroku, bo to utrudnia działania zabezpieczające. - Wiem, że kluby często zasłaniają się wymogami telewizyjnymi, bo to telewizja im płaci. Proszę jednak pamiętać, że stacja telewizyjna nie figuruje w ustawie i to organ samorządowy jest w takich przypadkach absolutnie nadrzędny - mówi Baczyński.

W rundzie wiosennej policjanci wystawili prawie 2 tysiące mandatów, na kwotę przekraczającą 210 tysięcy złotych. - Funkcjonariusze w Anglii często w swoich opracowaniach podkreślają, że nic tak nie boli, jak pusta kieszeń. Mam zresztą wrażenie, że to nie awantury stanowią obecnie największy problem polskiej piłki, a chamstwo, które zbyt często widać i słychać na trybunach. To właśnie odstrasza często normalnych kibiców, którzy rezygnują z przyjścia na stadion ze swoimi dziećmi. Miałem okazję być na meczach Bundesligi i prosiłem o przetłumaczenie słów piosenek śpiewanych przez fanów. Zapewniam, że była to wyraźna różnica w porównaniu z tym, co słychać na trybunach - twierdzi nadkomisarz Tomasz Gogolin z zespołu prasowego Wojewódzkiej Komendy Policji w Katowicach.
źródło: Dziennik Zachodni

Przeczytaj również