Pogoń - Ruch 0-0. Janukiewicz zatrzymał ich w drodze do finału

04.05.2010
I-ligowa drużyna ze Szczecina wyrzuciła "Niebieskich" poza burtę Pucharu Polski! Ruchowi nie udało się strzelić gola, choć znów miał kilka dogodnych szans. W finale w Bydgoszczy nie zagra.
Bohaterem Szczecina został Radosław Janukiewicz. Bramkarz Pogoni fantastycznie bronił w Chorzowie, w pierwszej odsłonie tego dwumeczu. To sprawiło, że Ruch musiał dzisiaj strzelić gola. I dążył do tego od pierwszej minuty, lecz znowu na przeszkodzie stanął Janukiewicz, broniąc w fantastyczny sposób strzał Łukasza Janoszki. Skrzydłowy "Niebieskich" po dograniu Wojciecha Grzyba uderzył z kilku metrów. - Ale za bardzo w środek bramki i dałem bramkarzowi szansę na udaną interwencję. Mój błąd - bił się w pierś "Ecik", którego piłka szukała w polu karnym gospodarzy, lecz niewiele z tego wyniknęło.

- Poszedłem w ciemno - mówił Janukiewicz o najlepszej okazji rywali. Jego drużyna w pierwszej połowie skupiła się w pełni na defensywie. Goście zamykali ją co chwilę przed polem karnym. - Byliśmy lepsi. Cały czas prowadziliśmy grę - westchnął Janoszka. Brakowało jednak uderzeń z dystansu. Po przerwie zaczął strzelać Maciej Sadlok, lecz każda kolejna jego próba mijała światło bramki. Coraz śmielej zaczął sobie radzić z kolei I-ligowiec. Do przerwy oddał ledwie jedno uderzenie. W dodatku niecelnie. Potem dołożył do tej statystyki siedem prób.

Ciekawostką jest fakt, że arbitrem był Dawid Piasecki ze... Słupska, czyli miasta położonego na Pomorzu. Sędzia żadnej błędnej decyzji dużego kalibru nie popełnił, ale dzielił kartkami na lewo i prawo, co chwilę przerywając grę i wprowadzając nerwową atmosferę.

Katem Ruchu mógł być Maciej Mysiak. To on trafił przy Cichej w piękny sposób i był bliski szczęścia w Szczecinie. Waldemar Fornalik widząc ten obraz gry zaczął wprowadzać na murawę kolejnych piłkarzy z ławki. Jednak tym razem nikt nie wniósł czegoś pozytywnego. Zawiódł Marcin Zając. Słabo zagrał w tym spotkaniu także Artur Sobiech. Może błędem była taktyka z tylko jednym napastnikiem, jaką na początku zastosował trener Fornalik? "Niebiescy" nie mieli jednak siły rażenia nawet, kiedy pojawił się ten drugi. Dlatego w końcowych minutach nad Pomorzem wyszło słońce, a na niebie pojawiła się tęcza.

Po końcowym gwizdku wybuchła euforia. Kibice wbiegli na murawę. - Pierwszy raz coś takiego przeżyłem. Wielka sprawa - cieszył się Janukiewicz. A Ruch? - Pozostały trzy spotkania w ekstraklasie i na nich musimy się teraz skupić - skwitował Piotr Stawarczyk. Chorzowianie muszą utrzymać trzecią lokatę, bo inaczej europejskie puchary przejdą im obok nosa.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również