"Podział ról? Bardzo prosty. Ja siedziałem na ławce, Zakrzewski grał"
12.10.2012
- Jaki był wówczas podział ról między nami u trenera Franciszka Smudy? Bardzo prosty. Ja siedziałem na ławie, a Zakrzewski grał. "Kosy" jednak nie mieliśmy. Robił to, co do niego należało, czyli strzelał bramki. No i przecież to nie on ustalał skład. W tamtym momencie byłem mniej ograny w ekstraklasie, miałem mniej doświadczenia. Na tym szczeblu grałem dopiero od pół roku. To też zresztą za duże słowo, bo w pierwszym spotkaniu z Odrą Wodzisław doznałem kontuzji - pęknięcia piątej kości śródstopia - i pauzowałem miesiąc, więc wiele się nie nagrałem. Trudno było więc parę miesięcy później zgłaszać pretensje o to, że nie gram - wspomina obecny napastnik GieKSy.
Pitry przestrzega swoich kolegów z drużyny przed Zakrzewskim. - Warto ostrzec, bo to gościu, którego piłka szuka w polu karnym. Potrafi znaleźć się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie - dodaje. Zawodnik Miedzi z kolei dobrze wspomina swoje przyjazdy na Bukową. - Pamiętam, że na stadionie GKS-u panowała zawsze świetna atmosfera na trybunach. Kapitalna otoczka, fajne boisko, to powinno zagwarantować dobre widowisko w piątek - twierdzi Zakrzewski.
- Z Przemkiem w jednej drużynie grałem nie tylko ja, ale też Piotrek Madejski. Wspominamy go bardzo dobrze, mam z nim stały kontakt. Po prostu w Lechu miał pecha, bo grali tam wtedy w ataku Piotr Reiss, Jacek Dembiński, Iljan Micanski i ja. Przemek dostawał od trenera Smudy mało szans, choć miał świetną lewą nogę, znakomicie gra głową i potrafi utrzymać się przy piłce. Czytałem ostatnio wywiad z nim, w którym mówił, że nie ma pojęcia jakim cudem strzelił w tym sezonie już osiem goli. Mam nadzieję, że jego licznik już się zatrzymał - kończy napastnik Miedzi Legnica.
Pitry przestrzega swoich kolegów z drużyny przed Zakrzewskim. - Warto ostrzec, bo to gościu, którego piłka szuka w polu karnym. Potrafi znaleźć się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie - dodaje. Zawodnik Miedzi z kolei dobrze wspomina swoje przyjazdy na Bukową. - Pamiętam, że na stadionie GKS-u panowała zawsze świetna atmosfera na trybunach. Kapitalna otoczka, fajne boisko, to powinno zagwarantować dobre widowisko w piątek - twierdzi Zakrzewski.
- Z Przemkiem w jednej drużynie grałem nie tylko ja, ale też Piotrek Madejski. Wspominamy go bardzo dobrze, mam z nim stały kontakt. Po prostu w Lechu miał pecha, bo grali tam wtedy w ataku Piotr Reiss, Jacek Dembiński, Iljan Micanski i ja. Przemek dostawał od trenera Smudy mało szans, choć miał świetną lewą nogę, znakomicie gra głową i potrafi utrzymać się przy piłce. Czytałem ostatnio wywiad z nim, w którym mówił, że nie ma pojęcia jakim cudem strzelił w tym sezonie już osiem goli. Mam nadzieję, że jego licznik już się zatrzymał - kończy napastnik Miedzi Legnica.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku