Płock - GKS Katowice 3-3

26.09.2009
Niesamowicie zmieniał się wynik meczu w Płocku. GKS przegrywał, a potem prowadził dwiema bramkami, żeby ostatecznie zremisować z Wisłą.
Nic nie zdarza się dwa razy? Owszem, zdarza się. Trzy bramki na terenie rywala już raz GieKSa w tym sezonie strzeliła. Sęk w tym, że straciła ich wówczas dokładnie tyle samo. A dzisiaj scenariusz z meczu z Wartą Poznań niemalże idealnie skopiowała. Niemalże, bo we wspomnianym spotkaniu katowiczanie prowadzili w pewnym momencie w stosunku 3-2. W Płocku było jeszcze lepiej, bo na kilka minut przed przerwą piłkarze Nawałki mieli nad rywalem dwa gole przewagi.

Dla GKS-u zaczęło się jednak niepomyślnie, bo wynik spotkania otworzył najlepszy w tym sezonie w szeregach gospodarzy Koczon. Ale to tylko gości podrażniło. Już chwilę później błąd Mierzwy po rzucie wolnym Napierały wykorzystał Kaliciak. Niedługo potem przytomność umysłu Goncerza i zimna krew Iwana sprawiły, że GieKSa przeciwnika miała jak na widelcu.

Może gdyby udało się uniknąć ładnej bramki "do szatni" Sielewskiego... A tak, Wisła do samego końca konfrontacji miała prawo wierzyć w choćby remis. I swego dopięła. Po zamieszaniu w polu karnym cenny punkt dał miejscowym Jarczyk.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również