Piotr Plewnia: Głupio się zachowałem. Ale to, co robił ten sędzia...
17.05.2010
Nie gra brutalnie, a nawet ostro. Rzadko kiedy dostaje żółtą kartkę, o czerwonej już nie wspominając. Ostatni raz lata temu. Tymczasem to właśnie Piotr Plewnia jeszcze w pierwszej połowie wyjazdowego meczu z GKP Gorzów Wielkopolski wyleciał z boiska. Zapracował sobie na to dwiema żółtymi kartkami. Pierwszą za faul, jakich wiele, ale drugą już za odrzucenie piłki. - Moja głupota - przyznaje i nie stara się szukać dla siebie usprawiedliwienia. Chociaż być może - wierząc opiniom z Bukowej - takie by się znalazło...
Chodzi o pracę sędziego Tomasza Garbowskiego z Kluczborka. W Katowicach psioczą na niego do teraz. - Od samego początku był wobec nas bardzo surowy, a wobec gospodarzy wcale. Delikatnie mówiąc, brakowało mu konsekwencji. Choćby w tej sytuacji, kiedy otrzymałem drugą kartkę... Po zagraniu któregoś z rywali piłka wyszła na aut, a sędzia - nie wiedzieć, czemu - nakazał, że to gorzowianie wznowią grę. Wtedy już nie wytrzymałem - opowiada Plewnia.
Jego los podzielił Łukasz Uszalewski. Obrońca GieKSy pojawił się na placu gry na chwilę przed przerwą, a już w 69. minucie był z powrotem poza boiskiem. I w tym przypadku poszło o dwa "żółtka". Tych katowiczanie uzbierali łącznie zresztą aż siedem.
Inna sprawa, że GieKSa formą nie zachwyciła. Ba, nie licząc drugiej połowy spotkania z Motorem Lublin, zawodzi już od sześciu kolejek. - To prawda, rewelacji w tych meczach z naszej strony nie było, ale pamiętajmy o kilku rzeczach. GKS ma za sobą długą i wyboistą drogę. Jesteśmy bardzo młodym zespołem. Tego doświadczenia i cwaniactwa czasem brakuje. Teraz doszły jeszcze kontuzje. Cały czas gra praktycznie ta sama dwunastka ludzi - zauważa 33-latek.
Chodzi o pracę sędziego Tomasza Garbowskiego z Kluczborka. W Katowicach psioczą na niego do teraz. - Od samego początku był wobec nas bardzo surowy, a wobec gospodarzy wcale. Delikatnie mówiąc, brakowało mu konsekwencji. Choćby w tej sytuacji, kiedy otrzymałem drugą kartkę... Po zagraniu któregoś z rywali piłka wyszła na aut, a sędzia - nie wiedzieć, czemu - nakazał, że to gorzowianie wznowią grę. Wtedy już nie wytrzymałem - opowiada Plewnia.
Jego los podzielił Łukasz Uszalewski. Obrońca GieKSy pojawił się na placu gry na chwilę przed przerwą, a już w 69. minucie był z powrotem poza boiskiem. I w tym przypadku poszło o dwa "żółtka". Tych katowiczanie uzbierali łącznie zresztą aż siedem.
Inna sprawa, że GieKSa formą nie zachwyciła. Ba, nie licząc drugiej połowy spotkania z Motorem Lublin, zawodzi już od sześciu kolejek. - To prawda, rewelacji w tych meczach z naszej strony nie było, ale pamiętajmy o kilku rzeczach. GKS ma za sobą długą i wyboistą drogę. Jesteśmy bardzo młodym zespołem. Tego doświadczenia i cwaniactwa czasem brakuje. Teraz doszły jeszcze kontuzje. Cały czas gra praktycznie ta sama dwunastka ludzi - zauważa 33-latek.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku