Piłkarze GKS-u Katowice walczą ze stereotypem "tych po trzydziestce"

24.09.2010
- Spotkałem się z opiniami, że przychodzę tu na emeryturę. Trochę to krzywdzące. Fakt, mam swoje lata, ale ci, którzy mnie znają, wiedzą, jakim jestem człowiekiem - mówi Tomasz Sokołowski.
Sprowadzając Bartosza Karwana, Tomasza Sokołowskiego i Janusza Dziedzica, GKS Katowice wzbudził spore kontrowersje. Jedni bowiem zakontraktowanie piłkarzy z nazwiskami przyjęli z zadowoleniem, inni zaś - pamiętając o tym, że każdy z tego grona skończył już 30 lat - poddali sens tego pomysłu w wątpliwość...

- Spotkałem się z opiniami, że przychodzę do GKS-u na emeryturę - nie kryje Sokołowski. - Trochę to krzywdzące. Fakt, mam swoje lata, ale ci, którzy mnie znają, wiedzą, jakim jestem człowiekiem. Zawsze daję z siebie maksa. Naprawdę wciąż chce mi się grać na wysokim poziomie. Choć nie ukrywam też, że kiedy tak już dłuższy czas pozostawałem bez klubu, to i przeszła mi przez głowę myśl o powieszeniu butów na kołek. Ale teraz chcę się dzielić z młodszymi chłopakami swoim doświadczeniem. Od tego w końcu my - ci po trzydziestce - jesteśmy. Ja uczyłem się na przykład od Jacka Ziobera czy Adama Fedoruka. To wiele mi dało. Oczywiście nie porównuję się do nich, ale myślę, że trochę młodszemu pokoleniu mogę przekazać - podkreśla 33-letni obrońca.

Przy okazji chciałby zresztą dokonać czegoś jeszcze... - W Polsce jest taki trend, że zawodnicy, którzy skończyli trzydziestkę, są odstawiani na boczny tor. Ja, Janusz i Bartek mamy zamiar udowodnić, że tak być nie powinno. Chodzi o to, żeby na koniec rundy ludzie w klubie powiedzieli, że pieniądze wydane na nas były dobrą inwestycją - wskazuje Sokołowski, który umowę z GieKSą podpisał na rok. A co potem? - Jeśli klub nadal będzie mnie chciał, to chętnie w Katowicach zostanę - zapowiada były piłkarz m.in. Amiki Wronki i Legii Warszawa.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również