Piłkarze GKS-u Katowice: Spadlilśmy na ziemię. Może zżarła nas trema?
01.08.2010
- Falstart, balon pękł, całe szczęście, że nie wykorzystali tego karnego... - po ostatnim gwizdku sędziego te opinie przeplatały się w komentarzach zarówno zawodników, jak i kibiców GKS-u Katowice. Dlaczego, skoro przed meczem wszystko przemawiało na korzyść GieKSy? - Cały czas powtarzam, że ta drużyna będzie się tworzyła z czasem. Nie będziemy od razu wygrywać po 6-0 - bronił siebie i kolegów Piotr Plewnia. - Powiedzmy sobie szczerze - spadliśmy na ziemię. Może zżarła nas trema? - Krzysztof Kaliciak był już natomiast bardziej dosadny.
Nad słowami Kaliciaka warto się zresztą na chwilę zatrzymać. Od pierwszej minuty gospodarze grali bowiem bardzo nerwowo. Ci, którzy mieli ten zespół ciągnąć, nie robili tego. - Ze swojego występu do końca zadowolony nie jestem. Zabrakło mi klarownych sytuacji - kręcił głową Piotr Piechniak, wczoraj niespodziewanie mało widoczny. - Ten Dolcan w ogóle jakoś nam nie leży. W tamtym sezonie na wyjeździe dostaliśmy od nich 2-3, u siebie udało się tylko zremisować - przypominał Mateusz Niechciał.
Żaden z zawodników tego niepowodzenia "niewygodnością" Dolcanu tłumaczyć jednak nie miał zamiaru. Z prostego powodu. Teraz, kiedy GKS celuje bardzo wysoko, tego typu alibi już - kolokwialnie mówiąc - nie przejdzie. Dowód tego, że katowiczanie nie mają żadnego "czasu ochronnego", dali kibice, skandując kilka razy: - K... mać, GieKSa grać!
- Mają swoje prawa. Chcą oglądać widowisko. Dlatego nie możemy mieć do nich pretensji o te hasła - podkreślał Piechniak. - Liczę, że w następnych spotkaniach damy im jeszcze wiele radości - dodał. A pierwsza okazja nadarzy się już w piątek. Niby na wyjeździe, ale niemal po sąsiedzku, bo w Gliwicach. Swoją drogą, tamtejszy Piast, wygrywając pewnie na terenie Odry Wodzisław, zespół z Katowic trochę już postraszył. - Ale spokojnie, ja już z Piastem wygrywałem... - uśmiechnął się Piechniak.
Nad słowami Kaliciaka warto się zresztą na chwilę zatrzymać. Od pierwszej minuty gospodarze grali bowiem bardzo nerwowo. Ci, którzy mieli ten zespół ciągnąć, nie robili tego. - Ze swojego występu do końca zadowolony nie jestem. Zabrakło mi klarownych sytuacji - kręcił głową Piotr Piechniak, wczoraj niespodziewanie mało widoczny. - Ten Dolcan w ogóle jakoś nam nie leży. W tamtym sezonie na wyjeździe dostaliśmy od nich 2-3, u siebie udało się tylko zremisować - przypominał Mateusz Niechciał.
Żaden z zawodników tego niepowodzenia "niewygodnością" Dolcanu tłumaczyć jednak nie miał zamiaru. Z prostego powodu. Teraz, kiedy GKS celuje bardzo wysoko, tego typu alibi już - kolokwialnie mówiąc - nie przejdzie. Dowód tego, że katowiczanie nie mają żadnego "czasu ochronnego", dali kibice, skandując kilka razy: - K... mać, GieKSa grać!
- Mają swoje prawa. Chcą oglądać widowisko. Dlatego nie możemy mieć do nich pretensji o te hasła - podkreślał Piechniak. - Liczę, że w następnych spotkaniach damy im jeszcze wiele radości - dodał. A pierwsza okazja nadarzy się już w piątek. Niby na wyjeździe, ale niemal po sąsiedzku, bo w Gliwicach. Swoją drogą, tamtejszy Piast, wygrywając pewnie na terenie Odry Wodzisław, zespół z Katowic trochę już postraszył. - Ale spokojnie, ja już z Piastem wygrywałem... - uśmiechnął się Piechniak.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku