Piłkarz GieKSy nie dowierzał. Przestrzelił pierwszego karnego w życiu!

15.03.2010
- Nie szukam usprawiedliwienia w pracy sędziego. Powinienem był po prostu strzelić lepiej. Ale do następnej "jedenastki" i tak będę chciał podejść - mówi Gabriel Nowak, pomocnik GKS-u Katowice.
Diabeł wcale nie okazał się tak straszny jak go malowali. Górnik Łęczna nie pokazał bowiem w sobotę niczego wielkiego. Tyle że GKS Katowice z Lubelszczyzny i tak wrócił z niczym. A wydaje się, że wystarczyło wykorzystać rzut karny podyktowany za faul Piotra Karwana na Bartłomieju Dudzicu. Piłkę na "wapnie" ustawił sobie Gabriel Nowak, ale pojedynek z Sergiuszem Prusakiem przegrał. Co więcej, arbiter nie uznał skutecznej dobitki Pawła Buśkiewicza...

- Jeśli sędzia się pomylił, to cóż... To też człowiek i ma prawo do błędu. Nie zamierzam się tym usprawiedliwiać. Powinienem był po prostu spisać się lepiej. Siła była co prawda dobra, ale futbolówka poszybowała zbyt blisko środka bramki. Bramkarz rzucił się na dodatek w odpowiednią stronę. Aby zdobyć gola, strzelając w ten róg, musiałbym przymierzyć idealnie przy słupku albo wysoko, pod poprzeczkę - analizuje już na spokojnie niefortunny strzelec.

To, że to właśnie on podszedł do "jedenastki", wielu być może zaskoczyło. Na boisku znajdowało się przecież kilku bardziej doświadczonych graczy, którzy nieraz gole z 11. metrów już strzelali. Choćby Piotr Plewnia i Tomasz Owczarek. - Trener wyznaczył na ten mecz mnie i właśnie Tomka. Potem dogadać mieliśmy się już sami - tłumaczy Nowak. Czy po tej nieudanej próbie sam "wyrzuci" się z kolejki chętnych do wykonywania karnych? Nic z tych rzeczy.

- Dalej będę chciał brać odpowiedzialność na siebie. Zresztą, to był pierwszy karny w moim życiu, którego nie wykorzystałem! Będąc jeszcze w Energetyku ROW Rybnik, wykonywałem je bardzo często. Dlatego w sobotę wręcz nie dowierzałem, że nie wpadło - przyznaje 24-latek.

Ale największą stratą jest zysk w szeregach łęcznian. Po tej kolejce Górnik traci już do GieKSy tylko sześć punktów i powoli zaczyna jej realnie zagrażać. Szansa, by zawodnikom z Lubelszczyzny znów odskoczyć, już w sobotę, kiedy to na Bukową przyjedzie Stal Stalowa Wola.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również