Piękne gole, których prawie nikt nie widział

04.11.2017
Bez dopingu, bez flag, bez dobrej piłki na boisku. Sobotni wieczór przy Bukowej długo wyglądał naprawdę przygnębiająco. Nudę pięknymi trafieniami zabili jednak piłkarze "GieKSy", którzy przełamują się po dwóch porażkach i zgarniają komplet punktów w starciu z Olimpią Grudziądz.
Rafał Rusek/PressFocus
Olimpia zaczęła odważnie, chcąc szybko wykorzystać kryzys toczący gospodaarzy. Okres przewagi po rzucie wolnym mógł zwieńczyć Tomasz Wełna, ale po jego "główce" piłka nieznacznie chybiła celu. I... na tym niemal koniec emocji w pierwszej połowie. Katowiczanie nie potrafili złapać swojego rytmu, a kiedy już gościli w okolicach "szesnastki" rywala, kompletnie nic z tego nie wynikało. Mieli nieliczne, stałe fragmenty, czy próby uderzeń z dystansu, ale za każdym razem ich finalizacja była daleka od ideału. Olimpia szybko dostosowała się zaś poziomem, więc nieliczni kibice którzy pofatygowali się na Bukową wstawali z miejsc wyłącznie wtedy, gdy mieli ochotę posłać garść uszczypliwości w kierunku głównych aktorów całego "widowiska".

Nuda skończyła się w 35. minucie. Najpierw Sebastian Nowak kapitalną, "podwójną" interwencją zatrzymywał uderzenia Mateusza Klichowicza i Konrada Handzlika. Po chwili oko w oko z Oliwierem Skrzeczem stanął Wojciech Małecki, którego wesprzeć musieli jeszcze interweniujący na linii defensorzy z Grudziądza. Ozdobą meczu mógł zaś być strzał Tomasza Foszmańczyka, który z ponad 20 metrów huknął pod poprzeczkę bramki gości, ale sięgnął piłki rękawicą golkiper z Grudziądza. Całe to "zamieszanie" trwało jednak łącznie jakieś pięć minut, później jedni i drudzy wrócili do bezproduktywnej "klepanki" w środku boiska.

Po zmianie stron znowu pierwsi prowadzenie mogli objąć goście. Z lewej strony dogrywał Wołodymir Kowal, ale Marcin Woźniak na tyle długo układal sobie piłkę do strzału, że zdążyli go zablokować obrońcy GKS-u. Gospodarze odczekali kilka minut, po czym przeprowadzili akcję... nie pasującą do tego spotkania. Piękna klepka, wejście w pole karne Mateusza Mączyńskiego, którego strzał - obroniony przez Małeckiego - skutecznie dobijał Łukasz Zejdler.

"GieKSa" wyraźnie odpaliła. Po kilku chwilach powinno być 2:0 - Foszmańczyk dograł piłkę wbiegającemu w pole karne Skrzeczowi, ale ten kopnął obok bramki Olimpii. Gola życia zdobył za to Wojciech Kędziora, który dostał piłkę na 25 metrze i bez przyjęcia posłał petardę w stronę bramki bezradnego Małeckiego. Mało? Dwie dobre okazje miał jeszcze Tomasz Foszmańczyk, raz Andreję Prokicia skutecznie zatrzymywał Małecki, ale trzeciego trafienia gospodarze już nie zanotowali.

Po tym ciekawym, choć krótkim okresie wzmożonej aktywności gospodarzy tempo gry spowrotem spadło. Katowiczanie mieli już jednak w garści to, na czym zależało im najbardziej. Goście praktycznie nie mieli pomysłu na to jak urwać rywalowi punkty, a do samego końca Nowaka postraszyli tylko niecelną główką autorstwa Eusebio Bancessiego. Gospodarzom humory popsuła za to kontuzja Petera Sulka - słowacki pomocnik po raz drugi w ciągu niespełna 3 tygodni kończy mecz przedwcześnie z powodu kontuzji, tym razem po faulu Marcina Kaczmarka.

GKS Katowice - Olimpia Grudziądz 2:0 (0:0)
1:0 - Łukasz Zejdler 57'
2:0 - Wojciech Kędziora 64'

GKS Katowice: Nowak - Frańczak, Midzierski, Klemenz, Mączyński - Skrzecz, Cerimagić (62' Prokić), Zejdler, Sulek (83' Kalinkowski), Foszmańczyk, Plizga - Kędziora (71' P. Mandrysz). Trener: Piotr Mandrysz.

Olimpia: Małecki - Ciechanowski, Zitko, Wełna, Woźniak - Ciechanowski, Klichowicz (62' Klimczak), Wolski, Michalik, Handzlik (58' Bancessi), Kaczmarek - Kowal (76' Popiela). Trener: Jacek Paszulewicz.

Sędzia: Łukasz Szczech (Warszawa)
Żółte kartki: Zejdler, Cerimagić, Mandrysz (GKS), Wolski, Popiela (Olimpia)
Widzów: 1150
autor: Łukasz Michalski

Przeczytaj również